Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 lipca 2016

Uzależnienie od urządzeń elektronicznych


http://wrodzinie.pl/przebodzcowanie/

Chroń dzieciaki przed uzależnieniem!

Siedziałam przy swoim laptopie, na którym miałam odpalonych (tak jak zwykle) kilkanaście zakładek i akurat pisaną pracę. Między stronami, które miały mi pomóc w nauce, odpalone zakładki z portali plotkarskich (czyli bzdury czytane na rozluźnienie mózgu). Wszystkie czytam niemal równolegle. Do tego mam włączonego peceta, na którym w międzyczasie gram w ulubioną grę. W tle leci hałaśliwa muzyka, do której nerwowo podryguję nogą. Jeśli nie ma czegoś takiego jak przebodźcowanie, jeżeli nie ma czegoś takiego jak deficyt uwagi, to co się właściwie ze mną dzieje?
Licealistka
Poważnym zagrożeniem dla normalnego rozwoju jest skupianie się na urządzeniach elektronicznych kosztem kontaktu z rodzicami, rodzeństwem, rówieśnikami. Świat wirtualny odciąga od świata więzi, które są naturalnym i najważniejszym miejscem rozwoju. Im więcej godzin młody człowiek spędza przed komputerem, na portalach społecznościowych, na grach komputerowych czy ze smartfonem w ręku, tym większe niebezpieczeństwo zamknięcia się we własnym świecie.
ZAGROŻENIA:– Odizolowanie się od świata rzeczywistego– Nieumiejętność kontaktowania się z innymi i budowania głębszych więzi– Uzależnienie od mediów elektronicznych
Pierwszy problem to stawianie świata wirtualnego w miejsce świata rzeczywistego, czyli w miejsce tej przestrzeni, w której wszystko jest prawdziwe, w której można doświadczyć prawdziwej miłości i uczyć się jej od Boga i kochających mnie ludzi. Prowadzi to do zniekształcania świadomości i do zaburzonej percepcji rzeczywistości.
Drugi problem: skupianie się na świecie wirtualnym kosztem kontaktów z ludźmi prowadzi do nieumiejętności kontaktowania się z innymi i budowania głębszych więzi. Dziecko zaczyna wierzyć w to, że również w życiu realnym wszystko jest na niby, że można występować pod wieloma nickami (jak na portalach społecznościowych) i postaciami, że można odgrywać dowolne role czy że każde wydarzenie można „cofnąć” jak w grze komputerowej.
Trzeci problem: urządzenia elektroniczne uzależniają dzieci i młodzież z nie mniejszą siłą i szybkością niż alkohol czy narkotyk. Im wcześniej ktoś wchodzi w ten świat, tym większych doznaje szkód w rozwoju i tym szybciej uzależnia się od tego świata.
Ochrona dzieci przed uzależnieniami oraz przed zaburzaniem rozwoju psychospołecznego wymaga określenia przez rodziców jasnych zasad korzystania z mediów, stanowczego stawiania dziecku granic i konsekwentnego egzekwowania ograniczeń przyjętych dla dobra syna czy córki. Rodzic ma prawo wymagać!
Życie nie znosi pustki. Najłatwiej dystansować się od mediów elektronicznych tym dzieciom, które doświadczają miłości rodziców i które mogą każdego dnia przez wiele godzin rozmawiać z bliskimi o tym, co się dzieje w nich i wokół nich. Świat wokół nas jest fascynujący, piękny i to w nim działa Bóg. Warto o tym przekonać młodych ludzi, żeby nie nabawili się nerwic, uzależnień i przebodźcowania!
OKIEM RODZICA1. Zapewnij dziecku spokojne miejsce do pracy, tak żeby mogło się skoncentrować. Wyłącz głośną muzykę, telewizor, radio i ogranicz rozmowy.2. Jeżeli do odrabiania lekcji potrzebny jest komputer, nie można równocześnie siedzieć na Facebooku i innych stronach internetowych (syndrom odpalonych kilkunastu zakładek równocześnie).3. Ograniczaj dziecku oglądanie telewizji i granie w gry komputerowe. Te zajęcia powinny się odbywać we wcześniej zorganizowanym czasie i być traktowane jako nagroda (z jasno określonymi granicami).4. Smartfony to potężne narzędzia. Owszem służą również do dzwonienia, ale przede wszystkim zapewniają stały dostęp do Internetu, muzyki, filmów i gier i są zawsze pod ręką. Są na tyle drogie, że najczęściej to my, rodzice, kupujemy je naszym dzieciom. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby dziecko nauczyło się nad nim panować i korzystać z niego w sposób kontrolowany.

środa, 25 marca 2015

Ojciec Adam Szustak - ciekawie o wychowaniu dzieci



Nie posyłajcie dzieci do szkoły - Adam Szustak OP (1/5)




Nie kupujcie dzieciom zabawek - Adam Szustak OP (2/5)




Wyrzućcie z domu telewizor - Adam Szustak OP (3/5)






Nie zapisujcie dzieci do drużyn sportowych - Adam Szustak OP (4/5)





Na czym polega autorytet? - Adam Szustak OP (5/5)





piątek, 7 lutego 2014

Przedszkole - złe czy dobre?

Przedszkole - cudowny wynalazek?

Problem tkwi w tym, że we wszystkich liberalnych mediach propaguje się tezę, że przedszkole jest cudownym wynalazkiem, o niepodważalnych walorach wychowawczych i edukacyjnych.
Wiele osób daje wiarę temu, że czyni się krzywdę dzieciom nie posyłając ich do przedszkola (nie mówiąc już o szkole)!
Wszędzie mówi się i pisze o tym, jak to psychologowie czy inni naukowcy twierdzą, że przedszkole jest wielkim dobrodziejstwem...

Tylko ja się pytam: jacy psychologowie? Na podstawie czego?
Czy aby na pewno na podstawie rzetelnych badań i obserwacji rzeczywistości, czy tylko z racji swoich przekonań i ideologii, którą wyznają, a może, żeby usprawiedliwić swoją niechęć do wychowywania własnych dzieci w domu?

Przecież wiadomo, że są tacy psychologowie, którzy twierdzą, że masturbacja jest czymś dobrym, że seks przedmałżeński i pozamałżeński jest czymś dobrym, że miłość jest czymś przemijającym... Każdy znajdzie coś dla siebie, bo tak naprawdę psychologowie swoje tezy stawiają na podstawie światopoglądu, jaki wyznają.

Chodzi o dojście do prawdy: czy przedszkole jest lepsze, czy dom rodzinny?

Nie chodzi o to, czy ktoś musi czy chce posyłać do przedszkola dziecko, ale czy jest to dobre dla niego.



****************************************************************



Tak naprawdę o co chodzi w tych nawoływaniach do wysyłania dzieci do przedszkola?
O dobro naszych dzieci, czy może o urobienie ich charakterów i umysłów?

Ktoś powie, że jego dziecko lubi chodzić do przedszkola, ktoś inny powie, że się wiele uczy, uspołecznia się, nie nudzi się...


Najlepszym miejscem do wychowywania dzieci jest dom, bo:

- ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa i miłość;
- mogę wychować je wg własnego systemu wartości, wg własnych przekonań, czyli po chrześcijańsku;
- dziecko patrząc na mnie uczy się, jak postępować, mam możliwość korygowania jego złych zachowań;
- nawiązuje silniejszą więź z innymi dziećmi pozostającymi w domu;
- nawiązuje silniejszą więź z matką;
- nie jest poddawany silnej presji rówieśniczej;
- może zaspokoić potrzebę samotności;
- może ukształtować własną niezależność.


To w takim razie, co jest złego w przedszkolu?
Co może się stać złego, jeśli dziecko chce chodzić do przedszkola i (jak się wydaje) nie szkodzi mu to?

- mogą mu być przekazywane treści, które kłócą się z naszym światopoglądem, np. dotyczącym wiary;
- może spotkać się z dziećmi, które nauczą je złych rzeczy; może nauczyć się zachowań agresywnych;
- może nauczyć się konformizmu, ulegania wpływowi innych osób, może mieć w przyszłości problemy z wyrażaniem siebie, swoich poglądów albo w ogóle z byciem "innym niż wszyscy", z podejmowaniem decyzji niezgodnych z oczekiwaniem grupy rówieśników;
- może wyrosnąć na niewolnika bądź na tyrana;
- może przynieść do domu wiele chorób i pasożytów 

(Można by pewnie jeszcze parę rzeczy wymienić, ale już nie mam czasu na zastanawianie się.)


Podsumowując:

Pozostawiając dziecko w domu, dając mu to, co najważniejsze, czyli poczucie bezpieczeństwa i miłość inwestuje się w budowanie zdrowej, silnej osobowości.

Im mniejsza szansa na zaspokojenie tych potrzeb, tym większa szansa na to, że będziemy mieć w przyszłości problemy z dzieckiem, że nie będzie umiało w pełni cieszyć się życiem, że będzie bardziej podatne na wpływy innych ludzi niż na nasze.

Najlepiej, żeby zostało w domu co najmniej do 10 roku życia...

czwartek, 9 stycznia 2014

Jak socjalizować małe dzieci?

Socjalizacja lepsza w domu czy w przedszkolu lub w szkole?



Dr Raymond S. Moore*

Jak socjalizować małe dzieci**



    Jedno z najbardziej zagadkowych i niebezpiecznych kłamstw dwudziestego wieku głosi, że twoje dzieci powinny być jak najwcześniej socjalizowane i kształcone. W tym celu należy posłać je do przedszkola Foto © Marcin Piaseckilub też umożliwić im kontakty z jak największą liczbą rówieśników - im więcej [dzieci w grupie], tym lepiej. 
Na pierwszy rzut oka to wszystko wydaje się tak logiczne, że ty, jako zatroskany rodzic, nie możesz się już doczekać chwili, w której twoje dziecko rozpocznie systematyczną edukację i socjalizację. Tymczasem jest to doświadczenie, którego większość małych dzieci po prostu nie potrzebuje. Małe dzieci to nie to samo, co mali dorośli. Nie myślą, nie działają i nie reagują tak, jak dorośli. W ich przypadku przebieg procesów umysłowych, emocjonalnych i społecznych jest zupełnie odmienny.


    Wartość wczesnej edukacji od dawna jest kwestionowana przez specjalistów [zajmujących się rozwojem] dzieci. Jednakże w długim okresie to mity związane z wczesną socjalizacją mogą być większym zagrożeniem.

Małe dzieci są, co oczywiste, często niezwykle podniecone tłumem rówieśników, ale w wieku przedszkolnym ta ekscytacja będzie dla nich raczej źródłem zakłopotania i zmieszania, a nie drogą do prawdziwego uspołecznienia. Wczesna socjalizacja często tak naprawdę wywołuje tendencje antyspołeczne, robiąc z przedszkolaków małych buntowników, o ile nie prawdziwych neurotyków. W okresie dojrzewania tendencje te wywołują prawdziwe spustoszenie. 


    Dziś, po prawie 75 latach, warunki się zmieniły, ale wrażliwość naszych dzieci pozostała taka sama. Wiele badań dowodzi, że żadna instytucja zajmująca się socjalizacją dzieci nie wywiera tak silnie pozytywnego wpływu ani nie zapewnia takiego poczucia bezpieczeństwa jak rozsądni, konsekwentni rodzice [wychowujący swoje dzieci] w klimacie ciepłego i odpowiadającego na ich potrzeby domu. 

   
    Jako rodzic, powinienem mądrze rozważyć, jakiego rodzaju istotą społeczną chciałbym widzieć moje dziecko. Wielu przedszkolaków może faktycznie zostać „zsocjalizowanych”, ale nie bądźcie zaskoczeni, jeśli rozwiną w sobie negatywne zachowania społeczne. To może się zdarzyć nawet wówczas, gdy nauczyciel czy opiekun jest ekspertem. Z drugiej strony, małe dzieci, którym pozostawiono czas na osiągnięcie naturalnej dojrzałości, z większym prawdopodobieństwem staną się altruistycznymi istotami społecznymi, które zdołały rozwinąć w sobie pozytywne wzorce zachowań społecznych. 

    Jakość społecznych zachowań dziecka zależy nie tyle od liczby dzieci, z którymi zwykło się bawić, ile od jego emocjonalnej stabilności, poczucia własnej wartości i nieegoistycznej troski o innych. Zazwyczaj jest odzwierciedleniem jakości rodzicielskiego przykładu i siły przywiązania do ciepłych, konsekwentnych rodziców.

  

Dr Harold McCurdy z Uniwersytetu Północnej Karoliny przeanalizował dzieciństwo 20 wybranych geniuszy i wyodrębnił trzy czynniki wspólne dla wszystkich analizowanych wybitnych postaci historycznych. Na tej krótkiej liście znalazły się następujące czynniki:
(1) wysoki poziom uwagi skupianej na dziecku przez rodziców i innych dorosłych, wyrażanej w intensywnym kształceniu i, zazwyczaj, ogromnej miłości;
(2) izolacja od innych dzieci, zwłaszcza spoza rodziny;
(3) wybujała fantazja, jako reakcja na dwa wspomniane wcześniej czynniki.

   
Budując pozytywne zachowania społeczne

    Nie jest trudno zrozumieć pozytywne i negatywne wzorce zachowań społecznych. 

Weźmy za przykład matkę, która angażuje swoje dziecko w prace domowe. Z punktu widzenia dziecka bawi się ono "w dom" na najwyższym możliwym poziomie. Kiedy dziecko zaczyna stawiać pierwsze kroki, może nauczyć się odkładać swoje zabawki do pudełka w rogu pokoju. Może pomagać w ścieleniu łóżek rozciągając narzuty i wygładzając prześcieradła. Oczywiście na początku nie będzie zbyt pomocne, ale odrobina cierpliwości pozwoli zasiać w nim ziarna porządku, odpowiedzialności i pracowitości, które przy rozsądnej i konsekwentnej pielęgnacji wydadzą owoce: umiejętność polegania na sobie i altruizm. Rozwinięte w ten sposób silne poczucie własnej wartości jest podstawą rozwoju prawdziwie stabilnego, społecznego dziecka - czy ogólniej: osoby w dowolnym wieku. W chwili osiągnięcia wieku trzech czy czterech lat takie dziecko będzie już potrafiło nakryć i posprzątać ze stołu, licząc noże, widelce, łyżki i talerze, a przy tym rozwijając swój zmysł porządku i ucząc się podstaw arytmetyki. Już wkrótce będzie pomagać przy przyrządzaniu potraw, liczeniu jajek, odmierzaniu mąki i krojeniu jabłek, powiększając przy tym zasób swojej wiedzy i umiejętności. Osiągając wiek ośmiu czy dziewięciu lat - czyli dla większości dzieci najbardziej odpowiedni wiek do rozpoczęcia nauki w szkole - będzie potrafiło posprzątać dom, przygotować, a często nawet kupić jedzenie, wyprasować ubrania, przyszyć guzik i być dla swoich rodziców pomocą, a nie obciążeniem.


    To doświadczenie będzie jeszcze bardziej owocne, jeśli pewną część dnia spędza z dziećmi - chłopcami i dziewczynkami - ojciec. Zaangażowanie we wspólne wykonanie nawet najprostszych zabawek i wspólne czynności takie jak pastowanie butów, mycie samochodu, pielenie ogrodu czy budowa karmnika dla ptaków zostanie później odwzajemnione przez dziecko, pomagając uniknąć buntu, który często można spodziewać się w innym przypadku. Dla małego dziecka zwykły kawałek pomalowanej deski jest wyzwaniem dla wyobraźni. To może być łódka, samochód, ciężarówka; a z drugim kawałkiem deski - nawet samolot. Istotne jest to, że (1) on i tata lub mama zbudowali go wspólnie i że (2) ta zabawka, w przeciwieństwie do większości zabawek, pozostawia jakieś pole dla wyobraźni. Twórcza iskra rozniecona przyjaźnią z rodzicem - czy to matką czy ojcem - buduje w dzieciach tak pożądaną niezależność. Dzieci, które dzielą z rodzicami domowe obowiązki, czują się potrzebne i chciane, a ponadto czują, że ktoś na nich polega. Te doświadczenia są kamieniem węgielnym poczucia własnej wartości i pozytywnych, altruistycznych zachowań społecznych. 
Foto © Marcin Piasecki
    Pamiętajmy, że dzieci w szkołach miejskich są generalnie produktem swojego środowiska. 

Chodzenie do szkoły nie czyni rówieśników twoich dzieci lepszymi towarzyszami niż dzieci z sąsiedztwa. Oczywiście, jeśli ufasz nadzorowi nauczyciela bardziej niż swojemu własnemu, twoje dziecko może wyjść na tym lepiej.
Pamiętaj jednak, że nauczyciel nie może zazwyczaj zapewnić tak troskliwej opieki jak ty. Pamiętaj też, że dla małych, 7-8-letnich dzieci, twoje ciepłe, konsekwentne reagowanie na ich potrzeby jest najsilniejszym możliwym narzędziem pozytywnej socjalizacji. 


W kierunku negatywnego uspołecznienia

   Dziecko pozostawia za sobą relację jeden-do-jednego, jaką nawiązywało ze swoimi rodzicami, aby konkurować z wieloma rówieśnikami o uwagę nauczyciela. Ponadto angażuje się w niezdrową rywalizację o aprobatę rówieśników i przyjmuje podzielane przez nich wartości, czasem na całe życie. Szereg badaczy, m.in. Albert Bandura, John Condry, Michael Siman i Urie Bronfenbrenner, wskazuje, że jeszcze niecałe pokolenie temu nasze dzieci porzucały wartości wyznawane przez rodzinę i zwracały się ku wartościom wyznawanym przez rówieśników w wieku, w którym potrafiły już posługiwać się własnym rozumem.

Dziś podlegają [silnemu] wpływowi rówieśników już w przedszkolu.


    Janet Kastel, prowadząca seminaria dla nauczycieli w szeregu izraelskich kibuców, zauważa występującą u małego dziecka potrzebę samotności, której zaspokojenie umożliwia urzeczywistnianie własnych pomysłów. To w istocie czynnik kluczowy dla pozytywnych relacji społecznych - pewność siebie [zbudowana] bez ingerencji innych. 

Opisuje ona jak w kibucu, który nie jest [z natury] organizacją zorientowaną na rodzinę, dzieci nie mają nawet czasu ani miejsca, aby sobie samotnie popłakać, nie będąc skazanymi na obecność innych dzieci, przyglądających się czy nawet robiących sobie żarty. Dzieci przystosowują się do tego. I dorastają, coraz bardziej zależne od swoich rówieśników, pod każdym względem, emocjonalnie i społecznie. Inicjatywa i kreatywność są tłamszone. Zanim osiągną wiek dojrzewania, podejmowanie decyzji na własną rękę, bez aprobaty grupy, staje się dla nich doświadczeniem traumatycznym, do tego stopnia, że niektórzy całkowicie przestają podejmować takie decyzje. Faktycznie, stwierdza Janet Kastel, stają się doskonałymi żołnierzami.


  Należy zauważyć, że efektywność najlepszych przedszkoli zależy generalnie od tego, w jakim stopniu udaje im się naśladować dobry dom. Nasuwa się pytanie, dlaczego w takim razie należy w ogóle zabierać dzieci z ich własnych domów, o ile nie jest to absolutnie konieczne? 
    Piorunujący jest wpływ grupy rówieśniczej na małe dziecko, którego system wartości nie jest jeszcze dobrze określony; które nie nauczyło się jeszcze polegać na sobie samym; które nie czuje się do tego prawdziwie chciane i potrzebne. Jeśli dziecko nie miało czasu na to, by ukształtować własną niezależność, szybko uczy się naśladować zachowanie rówieśników i przyjmuje ich stosunek do życia.



Psycholog dziecięcy Urie Bronfenbrenner zauważa, że pozbawienie rodziny jej podstawowej roli w zakresie wychowywania dzieci „jest głównym czynnikiem grożącym załamaniem się procesu socjalizacji w Ameryce”. Zauważa on, że instytucje inne niż rodzina „stworzyły i utrwaliły podzielony na grupy wiekowe, a przy tym często niemoralny i antyspołeczny świat, w którym nasze dzieci żyją i dorastają”. A instytucjami, które w największym stopniu - ze względu na ich strukturę i ograniczoną troskę [o dzieci] - przyczyniły się do tych społecznie niszczących zjawisk, są nasze szkoły. 

    Stwierdzono, że dzieci uczęszczające do szkół podstawowych mają generalnie problemy z utrzymaniem poczucia własnej wartości. 

Donald Felker wskazuje, że samoocena dzieci wkraczających w mury szkoły i poddawanych naciskom pierwszych szkolnych lat systematycznie spada. Płynie z tego wniosek, że szkoła ze swej natury ma szkodliwy wpływ na obraz samego siebie u dziecka. Na poziomie piątej klasy samoocena dzieci zaczyna ponownie rosnąć. Szkoła jest trudnym doświadczeniem dla wszystkich dzieci, ale te, które rozpoczynają naukę z niską samooceną, są w szczególnie trudnej sytuacji. Innymi słowy, nacisk wywierany przez szkołę szczególnie negatywnie wpływa na te dzieci, które już i tak są w najmniej uprzywilejowanej sytuacji.

    Zauważmy, że na poziomie piątej klasy, czyli w wieku 10-11 lat, dzieci zaczynają odnajdywać same siebie. Jeśli te dzieci, o ile jest to możliwe, pozostaną w relacjach dwustronnych, jeden do jednego, w warunkach ciepłego, spójnego i odpowiadającego na ich potrzeby domu, będą miały o wiele więcej okazji do tego, by dojrzeć i ustabilizować swoją samoocenę. Jest jednocześnie mniej prawdopodobne, że szkoła im w tym przeszkodzi. W przypadku dzieci, które muszą korzystać z opieki poza domem, powinna być ona tak zbliżona do środowiska domowego, jak tylko jest to możliwe.

 

    W rzeczywistości, dzieci mogą przywiązać się do szczególnie atrakcyjnego wolontariusza lub zastępczego rodzica, który pewnego dnia po prostu nie przyjdzie z powodu urlopu lub choroby. I minitragedia gotowa. „Paradoksalnie - mówi Bronfenbrenner - im więcej ludzi naokoło, tym mniejsza szansa na głęboki kontakt”.

    Dla naszych małych dzieci [czas spędzony w przedszkolu] to czas przelotnych, przemijających relacji. Większość z nich nie potrzebuje aż tyle ekscytujących wrażeń, tak rozbuchanego środowiska społecznego, tak wielkiego widowiska różnorodności. Potrzebują ciszy, stabilizacji i związków z wybranymi osobami, nie osłabianych przez przedszkole, o ile tylko jest to możliwe. 

Jeśli nie możemy umożliwić im dorastania w domu, powinniśmy stworzyć dla nich środowisko tak zbliżone do domowego, jak to tylko możliwe. Nasze dzieci w o wiele większym stopniu polegają na swoich rówieśnikach dziś niż 10 czy 20 lat temu. Dotyczy to każdego wieku i poziomu nauczania. Rodzice, jak źródło informacji i bezpieczeństwa, stają się coraz mniej istotni. 

Martin Engel, który kierował Narodowym Centrum Pokazowym Opieki Dziennej (The National Day Care Demonstration Center), mówi: „To, że pozbywamy się naszych dzieci, nawet tylko częściowo, dociera do nich o wiele żywiej niż wszelkie nasze uzasadnienia, zgodnie z którymi przedszkole jest świetne dla dzieci ze względu na dobre kontakty z rówieśnikami, możliwość uczenia się czy budowania podstaw pod przyszłe życie w szkole i poza nią. Nawet najlepsza, najbardziej ludzka i zindywidualizowana opieka dzienna nie może wynagrodzić dzieciom uczucia odrzucenia, którego nieświadomie doświadczają.


    Wzrastająca liczba psychologów i psychiatrów uważa zależność od rówieśników za „zarazę społeczną” i kwestionuje obecnie niepotrzebne wysyłanie dzieci do przedszkola

Dr Bronfenbrenner zauważa na bazie swoich badań, że dzieci poniżej szóstej klasy, które spędzają więcej wolnego czasu z rówieśnikami niż z rodzicami i innymi dorosłymi, mają nikłe pojęcie o swoich rówieśnikach, rodzicach, samych sobie i swojej przyszłości. W ich przypadku większe jest również prawdopodobieństwo kłopotów w nauce. 
Zazwyczaj to oddzielenie rodziców od dzieci jest wyborem rodziców, nie dzieci. Glen Nimnicht, wcześniej główny psycholog programu Head Start [amerykański publiczny program edukacji wczesnoszkolnej - red.] , twierdzi dziś, że dziecko, którego matka nawet przez 20 czy 30 minut dziennie czyta mu lub bawi się z nim, wyjdzie na tym lepiej, niż gdyby spędzało kilka godzin dziennie w przedszkolu razem ze wszystkimi tymi małymi socjalizatorami.

    Wielu obawia się, że konsekwencją takiego rozumowania będzie pozbawienie nauczycieli pracy. Niekoniecznie. Społeczeństwo stoi dziś przez wielkim wyzwaniem związanym z określeniem istoty rodzicielskiej odpowiedzialności za edukację i wychowanie dzieci. Nauczyciele i ustawodawcy zdołali w jakiś sposób przekonać wiele matek i ojców, że szkoły mogą zastąpić rodziców. 


Największym wkładem nauczycieli [w reformę oświaty] może być przekonanie rodziców, że posiadają wyjątkowe przywileje i ponoszą wyłączną odpowiedzialność [za wychowanie i kształcenie swoich dzieci], a nie nakłanianie ich czy żądanie od nich zrzeczenia się owych przywilejów i odpowiedzialności poprzez niepotrzebną instytucjonalizację ich dzieci. 
„Musimy podjąć decyzję - sugeruje Sylvia Parmenter, matka z Royal Oak w stanie Michigan - czy nasze dzieci mają być własnością państwa od coraz wcześniejszych lat czy też ci z nas, którzy chcą, mogą zatrzymać je i ofiarować im ciepło i bezpieczeństwo, którego potrzebują w tych newralgicznych latach.

   



    Oczywiście nie wszyscy będą sobie mogli pozwolić na ten luksus. Ale dlaczego pozbawiać dzieci poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji i poczucia własnej wartości - tak rzadko spotykanych wśród dzisiejszych dzieci - o ile nie jest to absolutnie konieczne? 


Odnosząc się do tych potrzeb, znany i uznany psycholog dziecięcy John Bowlby ze Światowej Organizacji Zdrowia, stwierdza, że nawet zły dom jest lepszy dla małego dziecka niż dobra instytucja [opiekuńcza].
Kiedy pierwszy raz to usłyszeliśmy, byliśmy zaskoczeni. Kiedy jednak uważnie przeanalizowaliśmy ponad 7 tys. opracowań dotyczących wczesnego dzieciństwa, przedyskutowaliśmy problem z wiodącymi autorytetami w zakresie związków dzieci w rodzicami i zbadaliśmy wiele domów i szkół, zyskaliśmy przekonanie, że John Bowlby nie jest daleki od prawdy. 
Jeśli chcesz mieć naprawdę społeczne, zrównoważone dziecko, ofiaruj mu ciepły, spójny i odpowiadający na jego potrzeby dom do momentu, aż osiągnie 8 czy 10 rok życia, o ile tylko jest to możliwe. 
Nie przejmuj się modnymi metodami kształcenia i wychowywania, po prostu bądź przy swoich dzieciach ograniczając do minimum wpływy z zewnątrz. To może wydawać się staromodne, ale czy nie jest takie również złoto? 



Dr Raymond S. Moore


Przekład: Dorota Konowrocka
Redakcja: Natalia Dueholm
Przekład publikujemy za zgodą dr. Moore'a.
Zdjęcia: Marcin Piasecki

Wycięłam kilka fragmentów. Całość tutaj:
http://www.edukacjadomowa.piasta.pl/moore.html