wtorek, 5 września 2017

Jan Szczepanik - polski wynalazca - Wielcy Polacy

http://bialczynski.pl/wielcy-polacy/jan-szczepanik-1872-1926-wynalazca-telewizji-filmu-barwnego-fotografii-barwnej-i-paru-innych-rzeczy/


Jan Szczepanik (1872 – 1926) – wynalazca telewizji, filmu barwnego, fotografii barwnej i paru innych rzeczy


Jak małą wagę przywiązuje się w Polsce do tego co naprawdę wartościowe, pokazuje przykład osoby wielkiego polskiego wynalazcy Jana Szczepanika. W PRLu uczono, że telewizja w Polsce zaczęła działać po wojnie. To nie jest prawdą. Telewizja działała w Warszawie już w roku 1936. Na dodatek to Polak jest wynalazcą telewizji w ogóle.

Mało kto z was słyszał na pewno to nazwisko – Jan Szczepanik. Był Małopolaninem, a więc Białym Chorwatem. Pierwsze wynalazki związały go z Tarnowem i Krakowem. Kraków jak i cała Galicja był wtedy kosmopolityczny. Jan Szczepanik rychło więc założył dwie pracownie – jedną w Berlinie a drugą w Wiedniu. Stamtąd szły w świat jego wynalazki. Jednak miejscem które ukochał szczególnie był Tarnów.


Szczepanik – Polski Edison
Przed stu laty o jego wynalazkach pisała prasa w całej Europie. Genialny samouk, człowiek, którego wynalazek uratował życie królowi Hiszpanii Alfonsowi XIII przez lata był związany z Tarnowem. Tutaj w Katedrze wziął ślub z ukochaną Wandą, tutaj pracował nad pierwszymi na świecie kolorowymi fotografiami. W Tarnowie przyszły na świat i wychowywały się jego dzieci. Ostatnim życzeniem Jana Szczepanika było, by umarł w Tarnowie – spoczął na Starym Cmentarzu.
Pisał i przyjaźnił się z nim Mark Twain i Kazimierz Przerwa – Tetmajer. W jego pracowni w Wiedniu gościł cesarz, a car rosyjki zabiegał o spotkanie ze Szczepanikiem. Tytan pracy – tak mówili o nim w rodzinie.
Dzięki jego pomysłom mamy teraz telewizję, film kolorowy i… kamizelki kuloodporne.
Po raz pierwszy w sieci!
Zapraszamy do obejrzenia serwisu o tej niezwykłej osobie. Znalazły się w nim niepublikowane dotąd w Internecie archiwalne fotografie, dokumenty, patentu oraz nagrania, w tym m.in. wspomnienia Marii Zboińskiej – córki Jana Szczepanika zmałej w 2005 r. Po raz pierwszy w Internecie publikujemy po polsku opowiadanie Marka Twaina o „Polskim Edisonie”.

 Dla zachęty także fragmenty niezwykłych ciekawostek o wynalazcy
Zbyt krwawy film
Mrążące krew w żyłach sceny oglądali widzowie jednego z pierwszych kolorowych filmów Jana Szczepanika. Kamerą zarejestrowany został reportaż z operacji chirurgicznej w szpitalu Langbeck – Virchov. Projekcja filmu była wielkim sukcesem wynalazcy. Naturalne obrazy i barwy, widok otwartej jamy brzusznej, sącząca się krew, wywołały w wielu widzach gwałtowne przeżycia. Nie brakowało przypadków, że kobiety mdlały przerażone realistycznymi obrazami.
Skandal na zawodach balonowych
Szczepanik chętnie brał udział w akcjach propagujących technikę. Pewnego dnia wraz z przyjacielem Franzem Habrich’em wzięli udział w pokazach lotów balonowych w Wiedniu. Każdy z nich przygotował na tą okazję specjalne widowisko. Szczepanik zrzucał z balonów drobne pakunki umieszczone na spadochronach, chcąc przez to zademonstrować, na jaką odległość mogą się one w ten sposób przemieścić.
Habrich wpadł na inny pomysł. Wspólnie ze Szczepanikiem wzbił się balonem w powietrze, po czym kazał wynalazcy schować się w koszu, a z balonu spuścił linę, do której przymocowana była kukła przypominająca Szczepanika. Habrich manipulując liną sprawiał wrażenie, jakby to prawdziwy człowiek wykonywał akrobacje w powietrzu. Po wylądowaniu publiczność zareagowała oburzeniem obwiniając Szczepanika, że tym pokazem próbował wzniecić rozgłos wokół swojej osoby.
 Jan Szczepanik (ur. 13 czerwca 1872 w Rudnikach k. Mościsk – zm. 18 kwietnia 1926 w Tarnowie), polski wynalazca zwany „polskim Edisonem” i „galicyjskim geniuszem”. Opisany w dwóch artykułach przez Marka Twaina.
 Nieślubny syn Marianny, córki rolników ze Zręcina k. Krosna. Wychowany przez Salomeę i Wawrzyńca Gradowiczów w Krośnie, gdzie uczęszczał do szkoły ludowej. Następnie uczył się w gimnazjum w Jaśle i seminarium nauczycielskim w Krakowie. Do 1896 r. pracował jako nauczyciel w podkrośnieńskich wsiach – najpierw w Potoku, następnie w Korczynie i Lubatówce.
Owiany był otaczającą go sławą europejskiego wynalazcy. Jednocześnie pochłonięty swoją pracą uchodził w Tarnowie za dziwaka i człowieka nauki. Całe dnie spędzał w pracowni. Z małżeństwa miał pięcioro dzieci. Syn Andrzej urodził się w Wiedniu w 1904r. W 1907r. podczas wakacji spędzanych przez Szczepaników w Skrzyszowie k. Tarnowa, Andrzejek utopił się w studni. W 1906r. urodził się w Tarnowie syn Zbigniew . Bardzo uzdolniony, uczył się w III gimnazjum i studiował nauki techniczne, nie ukończył jednak studiów.
Następny syn Jana i Wandy Szczepaników,  Bogdan urodził się w Tarnowie w 1908r. Ukończył III gimnazjum. Był uzdolniony malarsko, utrzymywał się na emeryturze ze sprzedaży własnych obrazów, miał w Warszawie wystawy indywidualne. W 1912r. urodził się w Tarnowie trzeci syn Szczepaników, Bogusław. W czasie okupacji aresztowany przez gestapo za pracę konspiracyjną, sadzony w Berlinie i przetrzymywany w więzieniu we Wronkach, gdzie został zamordowany. W 1914r. urodziła się jedyna córka Jana Szczepanika, Maria.
W 1936r. poślubiła ona późniejszego inżyniera budownictwa Andrzeja Zboińskiego, podówczas studenta Politechniki Lwowskiej. Po II wojnie Zboińscy przenieśli się do Tarnowa, gdzie mąż Marii był budowniczym fabryki Tamel.
W okresie I wojny światowej odkryciami Szczepanika interesował się przemysł niemiecki. Miał wykonać na zamówienie rządu niemieckiego gigantyczny gobelin długości kilkudziesięciu metrów. Gobelin ten miał przedstawiać apoteozę wielkich zwycięstw Niemiec. W 1916r. odwiedzano go w Tarnowie, by przedstawić rysunki projektantów niemieckich. Gobelin miał być tkany dzięki konstrukcjom Szczepanika. Rychłe klęski Niemiec przerwały ten projekt. Po I wojnie interesował się filmem. Był prekursorem wielu technik w tej dziedzinie sztuki. Synowie Szczepanika Bogdan i Zbigniew kontynuowali po jego śmierci pracę nad filmem barwnym.
Był pasjonatem nauki. Miał kilkusettomową bibliotekę. Po I wojnie mieszkał nadal w Tarnowie.
 Jest autorem 50 wynalazków i kilkuset opatentowanych pomysłów technicznych z dziedziny fotografii barwnej, telewizji, barwnego tkactwa i innych. W 1897 opatentował telektroskop, urządzenie do przesyłania ruchomego obrazu kolorowego wraz z dźwiękiem na odległość, protoplastę dzisiejszej telewizji. W latach 1918-1925 opracował system filmu barwnego, wysoko ceniony za bliskie realizmowi oddawanie kolorów. Pracował także nad odtwarzaniem filmu dźwiękowego. Udało się mu stworzyć kamizelkę kuloodporną z jedwabnej tkaniny z cienkimi blachami stalowymi. Wynalazek ten przyniósł Szczepanikowi sławę, ponieważ obronił przed zamachem króla hiszpańskiego Alfonsa XIII, który w ramach wdzięczności udekorował Szczepanika najwyższym odznaczeniem państwowym. Podobnie zamierzał uczynić Mikołaj II, jednakże Szczepanik z pobudek patriotycznych odmówił przyjęcia orderu, a sam car obdarował go wówczas złotym zegarkiem wysadzanym brylantami.

Artykuł Marka Twaina o Janie Szczepaniku

 English: „The Austrian Edison Keepeing School Again” – Mark Twain
Polski: „Austriacki Edison Ponownie w Szkole” – Mark Twain
Według artykułu w „Freie Presse” okazuje się iż Jan Szczepanik, młody wynalazca „telektroskopu (urządzenia do oglądania na duże dystanse) jak i innych cudów nauki, przeżył osobliwą przygodę przy udziale państwa.
Wiedeń jest gotowy, by radować się kiedykolwiek jest ku temu sposobność, a ta wydaje się być taką. Trzy czy cztery lata temu, kiedy Jan Szczepanik miał dziewiętnaście czy dwadzieścia lat, był nauczycielem w Morawskiej wiosce, z pensją – nie pamiętam sumy, ale nie ważne: nie było tego tyle żeby zapamiętać. Jego głowa była pełna wynalazków i w swoim wolnym czasie, zaczął je konstruować. W niedługim czasie udoskonalił pomysłowy wynalazek zastosowania fotografii do projektowania wzorów – takich jakie wykorzystuje się w przemyśle tekstylnym, przez co doprowadził do zmniejszenie zwyczajowych nakładów czasu, pracy i pieniędzy nałożonych na działy krośniarskie, prawie do zera. Chciał zawieść swój wynalazek do Wiednia i tam go sprzedać, a ponieważ nie uzyskał urlopu, wyjechał bez niego. To spowodował że stracił swoje miejsce prac, ale rynku nie zdobył. Kiedy skończyły się mu pieniądze, wrócił do domu gdzie został przyjęty z powrotem do pracy. Po jakimś czasie, ponownie zdezerterował i pojechał do Wiednia gdzie poznał kilka osób, które pomogły mu, a swój wynalazek sprzedał do Anglii i Niemiec za sporą sumę. Podczas ostatnich kilku lat prowadził eksperymenty nad delikatnymi tkaninami. Jego najbardziej znaczącym dokonaniem jest jego telektroskop, urządzenie, które wielu zdolnych ludzi – włącznie z Panem Edisonem – a przynajmniej tak mi się wydaje – próbowało skonstruować, z nadzieją ewentualnego sukcesu. 15 lat temu pewien Francuz był bliski rozwiązania tego trudnego i zawiłego problemu, ale nie opanował jednego istotnego elementu i przyznał się do porażki. Eksperymenty Szczepanika z projektowaniem wzorów ujawniły my ów istotny element. Udoskonalił swój wynalazek, a Francuski syndykat wykupił go i przedstawi go na Francuskiej Wystawie Światowej z nadzieją zarobienia fortuny kiedy wystawa zostanie otwarta.
Jako nauczyciel, Szczepanik był zwolniony ze służby wojskowej. Kiedy zakończył swoją pracę nauczyciela, jako człowiek wykształcony, mógł zapisać się jako wolontariusz na jeden rok; ale zapomniał o tym a przez to uzyskał „przywilej” oraz konieczność odbycia trzech lat służby w wojsku. Jeden z urzędników odkrył dług wynalazcy wobec swojego kraju, i podjął wszystkie kroki niezbędne do tego, aby państwo odzyskało to co było należne. Na pierwszy rzut oka, wydawało się że nie ma sposobu aby pomóc wynalazcy (i państwu) z opresji. Władze nie chciały zabrać młodego mężczyzny z jego wielkiego laboratorium, gdzie popychał całą ludzkość na drodze ku powodzeniu i podbojom naukowym, ani zawiesić operacji w jego umysłowym Klondike na trzy lata w czasie pokoju, w trakcie których zadawał by pustemu powietrzu cios swoim bagnetem, ale takie było prawo i cóż mieli począć. Był to trudny problem ale władze pracowały tak długo aż znalazły gdzieś zapomniane prawo które dostarczyło lukę – dużą jak i długą, z tego co widzę. Przez ten łut szczęścia Szczepanik zostaje ocalony od wojska ale ponownie zostaje nauczycielem; a to jest wystarczająco malowniczy balet, kiedy się go bliżej przeanalizuje. Musi powracać do swojej wioski co dwa miesiące i uczyć w swojej szkole przez pół dnia – od wczesnego poranka do południa, i jeżeli dobrze zrozumiałem opublikowane warunki, musi dotrzymywać tego obowiązku do końca swego życia! Mam taką nadzieję, przynajmniej dla romantycznej poetyczności tego wszystkiego. Ma dwadzieścia cztery lata, jest mocnej i zwartej budowy i pochodzi z przodków przyzwyczajonych do tego aby widzieć śluby swoich prawnuków. Jest prawie pewne iż dożyje wieku dziewięćdziesięciu lat. Mam taką nadzieję. To 66 lat użytecznych usług w szkole. To daje mu szansę uczyć 396 pół-dni, dokonać 396 podróży koleją w tamta i 396 podróży powrotnych, 396 razy zapłacić za nocleg i wyżywienie w wiosce i najprawdopodobniej stracić 1200 dni pracy w laboratorium – inaczej mówiąc 3 lata i 3 miesiące. Dodatkowo już jest winny trzy lata z tego samego powodu To zostało pominięte; zawiadomię o tym władze. Być może będzie możliwe uzyskanie kompromisu na tym kompromisie poprzez odsłużenie 3 lat w wojsku i zaoszczędzeniu jednego; ale nie wydaje mi się że tak się stanie. Ten rząd „trzyma na nim wiek”; posiada cos co się, w gremiach finansowych, fachowo określa jako „dobrą rzecz”, i wie co jest ta dobrą rzeczą kiedy ją widzi. Znam tego wynalazcę bardzo dobrze, i ma on moje współczucie. To jest przyjaźń. Ale ja zamierzam wykorzystać swoje wpływy w rządzie. To jest polityka.
Szczepanik wyjechał do swojej wioski w Moravii przedwczoraj aby „odsiedzieć” swoje po raz pierwszy. Wcześnie wczoraj wyjechał do szkoły w finezyjnej karocy, która była wypełniona owocami, ciastami, zabawkami i różnego rodzaju drobiazgami, rarytasami i niespodziankami dla dzieci, i został powitany na drodze przy szkole przez nauczycieli z graniczących regionów, maszerujących w kolumnach, razem z włodarzami wioski na czele, został on przywitany entuzjastycznym powitaniem godnym człowieka, który rozsławił nazwę ich wioski, z godnością doprowadzono go do skromnych drzwi które zamknięto przed nim, jako dezerterem, trzy lata wcześniej. Z takich oto materiałów tka się romanse; a kiedy romantyk dał z siebie wszystko, nie ulepszył nie namalowanych faktów. Szczepanik odłożył nudne podręczniki i poprowadził dzieci w świątecznym tańcu poprzez zaczarowane krainy nauki wynalazków, tłumacząc im niektóre z ciekawych rzeczy które wynalazł, jak również prawa które rządzą procesami ich budowy i działania, zagadnienia te ilustrował obrazkami i modelami jak i innymi pomocami do pełnego zrozumienia ich fascynujących zagadek. Po tym były zabawy i rozdawanie owoców i zabawek i rzeczy; a po tym ponownie więcej nauki, łącznie z opowieścią o wynalezieniu telefonu jak i wytłumaczenie jego charakteru i praw, ponieważ skazaniec przyniósł ze sobą telefon. Dzieci zobaczyły to cudo po raz pierwszy, i osobiście zbadali jego właściwości i potwierdzili ją.
Potem szkołę „wypuszczono”; nauczyciel dostał swój certyfikat, podpisany, podbity, opodatkowany itp.itd., powiedział dowidzenia i odjechał w swojej karocy przy okrzykach dzieci, ” Do widzenia!” („Au Re-voir!”), które powrócą do swoich codziennych zajęć dopóki powróci w sierpniu i ponownie odpieczętuje swoją kolbę naukowej wody-ognistej.
Mark Twain
Esej ukazał się w 1898 r. w kwartalniku The Century, tłum. Rafał Podsiadło 

Z Wikipedii

Telektroskop

Wynalazek telektroskopu (telewizji) – aparatu do reprodukowania obrazów na odległość za pośrednictwem elektryczności opatentowany został przez Jana Szczepanika, (nauczyciela z okolic Krosna) w Wielkiej Brytanii w 1897 oraz w Stanach Zjednoczonych rok później.
Działanie telektroskopu (według opisu ZSP1 w Krośnie) jest proste;
  • Wykorzystując fizjologiczną właściwość oka ludzkiego, przez krótkotrwałą projekcję szybko po sobie następujących punktów można uzyskać wrażenie całości obrazu.
  • Analiza obrazu przesyłanego telewizyjnie jest to rozbicie go na punkty i ponowne połączenie jego elementów.
  • Transponowanie wartości świetlnych tych punktów na wartości elektryczne łatwe do transmisji i odwrotne postępowanie w urządzeniu odbiorczym.
  • Konieczność utrzymywania ścisłej synchronizacji między stacją nadawczą i odbiorczą.
  • Nowy zupełnie sposób sterowania promieniem świetlnym poprzez wychylanie go w dwóch prostopadłych do siebie kierunkach. Przypomina to zjawiska w lampie oscyloskopowej gdzie strumień elektronów wychylany jest przy pomocy pola elektrostatycznego lub magnetycznego.
  • Powiązanie transmisji obrazu z dźwiękiem. Obecnie obok internetu – jeden z najpopularniejszych środków masowego przekazu.

Historia

Pierwsza transmisja telewizyjna, z Londynu do Nowego Jorku, odbyła się 27 stycznia 1928 roku. W dniu 3 lipca 1928 roku w Londynie odbyła się transmisja telewizyjna w kolorze[potrzebne źródło]. Według danych szwajcarskiego departamentu poczty w 1960 r. było na świecie zarejestrowanych ok. 86 mln odbiorników telewizyjnych[1].

W Polsce

W Polsce początki telewizji zainicjowano już w dwudziestoleciu międzywojennym. Pierwszą transmisję sygnału telewizyjnego przeprowadziła w 1931 roku rozgłośnia Polskiego Radia w Katowicach[2].
W 1936 roku zbudowano nadajnik na warszawskim wieżowcu Prudential. Już w 1937 roku na szesnastym piętrze rozpoczęła działalność eksperymentalna stacja telewizyjna, nadająca z anteny zainstalowanej na dachu gmachu. Pokaz próbnej transmisji telewizyjnej odbył się 26 sierpnia 1939 roku w Warszawie, z udziałem Mieczysława Fogga. Pierwszym filmem wyemitowanym przez przedwojenną próbną telewizję polską była „Barbara Radziwiłłówna”.
 Kamizelka kuloodporna
Kamizelka kuloodporna – specjalny ubiór wykonany w formie mniej lub bardziej przypominającej kamizelkę, mający chronić przed pociskami wystrzelonymi z ręcznej broni palnej krótko- i długolufowej, takiej jak rewolwer, pistolet, karabin i strzelba. Ubiory takie są używane przez służby policyjne i wojskowe, służby ochrony osobistej oraz osoby prywatne (w tych krajach, gdzie zezwala na to prawo), w sytuacji, gdy może być zagrożone ich zdrowie i życie.
Kamizelkę kuloodporną wkłada się zwykle pod ubiór wierzchni (zachowanie typowe dla służb chroniących polityków, osób prywatnych i przestępców) lub nosi się jako ubiór wierzchni (szczególnie w służbach wojskowych).
Wynalazcą kamizelki kuloodpornej był Jan Szczepanik oraz Kazimierz Żegleń[1][2]. W kamizelce jego pomysłu energia pocisku była pochłaniana w kolejnych warstwach tkaniny, z której uszyta była sama kamizelka. Publicznie wykonywane testy wykazały, że tkanina Szczepanika jest odporna na kule zdolne przebić grube sosnowe deski i blachę żelazną, oraz na ostrze sztyletu. Okazało się, że rozpięta na parawanie tkanina, wzmocniona warstwą cienkiej blachy, zatrzymywała nie tylko kule z rewolweru kaliber 8 mm, ale nawet z karabinu Mannlicher, które przestrzeliwały na wylot stalową blachę o grubości 12 milimetrów z odległości 100 m. Wynalazca ten stał się znany na całym świecie w 1902, gdy kareta wyłożona tkaniną kuloodporną jego pomysłu uchroniła przed bombą i wielce prawdopodobną śmiercią króla Hiszpanii Alfonsa XIII. Pomysł Szczepanika, po latach, został jednak zapomniany ponieważ pojawiły się nowe rodzaje pocisków, przed którymi kamizelka ta nie mogła chronić. Jan Szczepanik użył jedwabiu, który ma ograniczoną wytrzymałość − nie istniały wtedy włókna o większej wytrzymałości.
Jednymi z pierwszych, którzy zaczęli dbać o swoje bezpieczeństwo, byli amerykańscy gangsterzy. W latach dwudziestych XX wieku skonstruowali ten swoisty „strój zawodowy” z obszywanych tkaniną stalowych płytek, które posiadały wyższą odporność balistyczną lecz zarazem kilkakrotnie podnosiły ciężar samej kamizelki, przez co krępowała ona ruchy chronionego.
Podczas II wojny światowej na szerszą skalę zaczęto stosować kaftany mające zatrzymywać pociski. Później, w trakcie wojny wietnamskiej, podliczono że bardzo duży procent żołnierzy ginie od odłamków granatów i min, czyli od cząstek o małej energii kinetycznej i słabych właściwościach penetracyjnych. W celu poprawienia sytuacji do wyposażenia żołnierzy amerykańskich zostały wprowadzone specjalne kurtki wykonane z kilku warstw grubej i wytrzymałej tkaniny, które miały bronić przed odłamkami.
W 1965 pracująca dla koncernu DuPont Stephanie Kwolek otrzymała nowe włókno syntetyczne − kevlar. Materiał ten charakteryzował się bardzo wysoką wytrzymałością mechaniczną i odpornością cieplną, okazał się świetny do wytwarzania lekkich kamizelek, które były w stanie zatrzymać kule.


sobota, 26 sierpnia 2017

11 miejsc w Polsce, dzięki którym Twoje dziecko pokocha naukę!

http://domowa.edu.pl/uncategorized/11-miejsc-w-polsce-dzieki-ktorym-twoje-dziecko-pokocha-nauke/


Centrum Nauki Kopernik w Warszawie
http://www.kopernik.org.pl/

ZOO i Afrykarium we Wrocławiu
http://www.zoo.wroclaw.pl/pl/

Eentrum Nauki Experyment w Gdyni
http://experyment.gdynia.pl/pl/

Centrum Hewelianum w Gdańsku 
http://www.hewelianum.pl/

Semafor Muzeum Animacji w Łodzi 
http://www.se-ma-for.com/

Park Rozrywki w Inwałdzie
http://www.inwaldpark.pl/

Centrum Popularyzacji Kosmosu „Planetarium – Toruń” 
http://www.planetarium.torun.pl/

PGE Giganty Mocy w Bełchatowie 
http://gigantymocy.pl/

Park edukacyjno-rozrywkowy „Mikrokosmos” w Ujazdowie
http://mikrokosmos.edu.pl/

Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema w Krakowie
http://www.ogroddoswiadczen.pl/

Muzeum Ognia w Żorach
http://www.muzeumognia.eu/

czwartek, 2 lutego 2017

Ptaki. Linki do stron


http://ptasieogrody.pl/wiki/Ptaki_!!!

http://ptaki24.pl/atlas-ptakow-polski

https://web.facebook.com/PtakiWPolsce/?fref=nf

zdjęcia:
http://robnow.pl/

Na razie tyle, będzie więcej! :)

Ptasie opowieści. Kruki - hierarchia

Czyż ptaki nie są pasjonującymi zwierzętami? :-)


Ptaki w Polsce
W stadach kruków panuje określona hierarchia, w której często dochodzi do awansu. Np. samica znajdująca się na samym jej dole, po związaniu się z samcem z jej szczytu, automatycznie awansuje, co wiąże się z tym, że osobniki które niegdyś stały od niej wyżej m.in. ustępują jej miejsca przy padlinie, czego nie robiły wcześniej.
W przypadku awansu tylko jednego z partnerów, w przeciwieństwie do kawek, kruk nie musi zmieniać partnera na osobnika z tą samą pozycją co on, gdyż dotychczasowy partner przesuwa się w hierarchii grupy razem z nim.
Bogactwo głosów tego ptaka jest zadziwiające. Jak pokazały badania, każda para ma charakterystyczną tylko dla siebie melodię. Stwierdzono również, że kruki nadają sobie nawzajem imiona i mogą się wołać za ich pomocą.
Zapraszamy na film "Krucze opowieści" https://www.youtube.com/watch?v=PpgB96UMaSU
Autor zdjęcia: Colleen Gara

AUDYCJA DLA MAŁŻONKÓW I RODZICÓW: MIŁOŚCI TRZEBA SIĘ UCZYĆ, CZYLI RZECZ O JĘZYKACH MIŁOŚCI CZ.II

Warto posłuchać w Radiu Maryja:

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/audio/audycje_dla_malzonkow_i_rodzicow/audycja-dla-malzonkow-rodzicow-milosci-trzeba-sie-uczyc-czyli-rzecz-o-jezykach-milosci-cz-ii/



Co można zrobić ze starych koszulek?

Beautiful Rug From Old T-ShirtsSee more at: http://www.goodshomedesign.com/beautiful-rug-t-shirts/

1238953_710572545635890_1174354972_n


Najpierw trzeba pociąć równo koszulkę, potem upleść warkoczyki, potem je pozszywać, ręcznie lub na maszynie. I gotowe!


Beautiful Rug From Old T-Shirts:

https://pl.pinterest.com/pin/364510163563389560/

środa, 21 września 2016

My Little Pony, SamSam

Ezoteryka dla przedszkolaczka - bajki dla dzieci

Proponowana symbolika bajki My Little Pony wkracza w obszar filozofii dalekowschodniego taoizmu, w którym z założenia zło przeplata się na równi z dobrem (...)

Trzeba mieć tu bardzo mocno na uwadze fakt, że dalekowschodnie filozofie często wykorzystywane są w światopoglądowym nurcie New age, a ten z kolei w swym rdzeniu jest po prostu kultem zła pod przeróżnymi postaciami.



W pewnej kosmicznej krainie mieszka sobie taki mały super-ktoś o imieniu SamSam.(...)

Świat psychiczny SamSam’a oraz klimat otaczającego go świata jest tak psychodeliczny, że mógłby być chyba tematem doktoratu z psychologii rozwojowej. 
W krótkich odcinkach poznajemy np. fantazje, jakie nasz mały superbohater snuje na temat swojej nauczycielki, poznajemy moc, którą posiadają jego super-koleżanki, a jedna z nich posiada nie byle co, bo „moc perswazji” (!!!), demonstrując ową siłę na innej kosmo-dziecięcej osóbce, rozkazując jej najpierw klękać i czołgać się! 
W innej historyjce mamy znów propozycję używania hipnozy przy okazji pojawiania się bardzo specyficznej postaci, tzw. Koszmarnego Snu. W owej kosmicznej krainie można również korzystać ze złego środka w osiąganiu zamierzonego celu, np. w odcinku o cieniu, który na moment opuścił naszego małego SamSam’a, aby zademonstrować swoją złośliwość i dokuczliwość. Cień ów wygląda nietuzinkowo, jest bardzo niegrzeczny, złośliwy i krnąbrny, taki też staje się nasz mały superbohater, bo to okazuje się być sposobem, na powrót cienia do SamSam’a. 
Sami Państwo przyznają, że niezwykła to treść jak na bajeczkę dla cztero- czy pięciolatka? 

całość tutaj:
http://egzorcyzmy.katolik.pl/ezoteryka-dla-przedszkolaczka/

piątek, 1 lipca 2016

Edukacja domowa


Garść argumentów przeciwko edukacji domowej (z airbota) - na wesoło ;-)
1. Większość rodziców zdobyło swoje wykształcenie w niedofinansowanym systemie szkół publicznych w związku z czym nie dysponuje odpowiednim poziomem inteligencji, żeby uczyć własne dzieci w domu.
2. Dzieci, którym rodzice poświęcają bardzo dużo uwagi, uczą się więcej od innych i to daje im niesprawiedliwą przewagę na rynku pracy. Jest to wbrew zasadom demokracji.
3. Jak dzieci mają nauczyć się samoobrony, jeśli nie będą dzień w dzień odpierać ataków szkolnych gangsterów?
4. Doświadczanie drwin ze strony innych dzieci jest bardzo ważne w procesie socjalizacji.
5. Dzieci w szkołach publicznych ćwiczone są w mówieniu "nie" kiedy oferowane im są narkotyki, papierosy i alkohol.
6. Świetlówki mają prawdopodobnie zdrowotny wpływ na dzieci.
7. Publiczne pytanie się, czy można wyjść do toalety, wskazuje młodym ludziom na ich miejsce w społeczeństwie.
8. Przemysł odzieżowy zorientowany jest na działanie presji grupowej, która to ma szanse zaistnieć tylko w szkole.
9. Szkoły publiczne wspierają przekaz kulturowy np., tak ważnych tradycji jak śpiewu „Marsz marsz Dąbrowski… za twoim przysmakiem zjemy kluski z makiem."*
10. Dzieci poza szkołą nie nabędą ważnych umiejętności, o które pytają pośrednictwa pracy np., siedzenia na tyłku bez przerwy przez 6 godzin i więcej.
11. Nie można pozwolić, aby preferencje edukacyjne rodziców burzyły Święty Ład w obecnym systemie edukacji.
12. Dzieci uczone domowo stają się obiektem zazdrości, a nawet nienawiści ze strony niektórych rówieśników. Nie trzeba chyba tłumaczyć, jak źle wpływa to na dzieci. Te chodzące do szkoły.
13. Szkoła jest miejscem niezwykle interesujących eksperymentów naukowych przeprowadzanych na dzieciach. Edukacja domowa zubaża środowisko naukowe o, być może, niezwykle ważkie wyniki badań.
14. Edukacja domowa stawia pod znakiem zapytania tysiące intratnych posad w publicznej edukacji. Taki nieodpowiedzialny brak solidarności społecznej godzien jest najsurowszego potępienia.
15. Wszelkim badaniom nad skutecznością edukacji domowej wykazującym jej wyższość nad edukacją masową brakuje zatwierdzenia Ministerstwa Edukacji. Fakt ten w oczywisty sposób je dyskredytuje.
16. Dzieci, które nie chodzą do szkoły nie rozumieją i nie czują tego, co to znaczy "wychodzić na przerwę", "ściągać", "podrabiać zwolnienia", o co chodzi w zdaniu "17 do odpowiedzi".
17. Dzieci, które nie chodzą do szkoły, ominą takie cenne doświadczenia, jak grupowe przebieranie się na WF (co umiejętnie ćwiczy ZBYT wstydliwe dzieci), czy grupowe rozbieranie się w trakcie badań i masowych szczepień.
18. Dzieci, które nie chodzą do szkoły, nie będą potrafiły właściwie reagować na dźwięk dzwonka.
19. Gdyby wszyscy rodzice uczyli dzieci w domu, budynki szkolne musiałyby służyć innym celom. Część z nich z całą pewnością zamieniono by na domy publiczne, co przyczyniłoby się do ekspansji prostytucji i epidemii chorób wenerycznych.
20. W szkole publicznej rodzeństwo jest od siebie odseparowane poprzez system odrębnych klas dla dzieci w różnym wieku, co znacznie zmniejsza ryzyko, że brat zarazi siostrę jakąś chorobą zakaźną.
21. Zjawisko edukacji domowej może zdezaktualizować podręczniki i słowniki akademickie oraz wystawić na próbę uznane przez wiele uniwersytetów autorytety w dziedzinie pedagogiki i psychologii. Czy zwolennicy edukacji domowej nie mają serca?
22. Dzieci w domu nie doświadczą nigdy SEPSY i wielu innych chorób, a przecież służba zdrowia nie może upaść.
23. Dzieci, które nie chodzą do szkoły, nie dokładają się na komitet rodzicielski, ubezpieczenie.
24. Rodzice edukujący domowo nie pozwalają zarobić fotografom, właścicielom kin i MZK.
25. Rodzice edukujący domowo chcą odebrać państwu dzieci.
26. Państwo nie ma swojego urzędnika w każdym domu i nie jest w stanie sprawdzić czy treści przekazywane w domu są zgodne z wytycznymi ministerstwa.
27. Edukacja domowa powoduje stres u dyrektorów szkół.
28. Z winy homeschoolersów - Marii i Józefa, którzy nie mieli uprawnień pedagogicznych, ich Syn zaczął podawać się za Mesjasza.
29. Edukacja domowa uczy podejmowania decyzji, samodzielności, kreatywności, a przecież w szkole uczymy dzieci wykonywać polecenia posłusznie i bez sprzeciwu - państwo potrzebuje nowych niewolników.


Uzależnienie od urządzeń elektronicznych


http://wrodzinie.pl/przebodzcowanie/

Chroń dzieciaki przed uzależnieniem!

Siedziałam przy swoim laptopie, na którym miałam odpalonych (tak jak zwykle) kilkanaście zakładek i akurat pisaną pracę. Między stronami, które miały mi pomóc w nauce, odpalone zakładki z portali plotkarskich (czyli bzdury czytane na rozluźnienie mózgu). Wszystkie czytam niemal równolegle. Do tego mam włączonego peceta, na którym w międzyczasie gram w ulubioną grę. W tle leci hałaśliwa muzyka, do której nerwowo podryguję nogą. Jeśli nie ma czegoś takiego jak przebodźcowanie, jeżeli nie ma czegoś takiego jak deficyt uwagi, to co się właściwie ze mną dzieje?
Licealistka
Poważnym zagrożeniem dla normalnego rozwoju jest skupianie się na urządzeniach elektronicznych kosztem kontaktu z rodzicami, rodzeństwem, rówieśnikami. Świat wirtualny odciąga od świata więzi, które są naturalnym i najważniejszym miejscem rozwoju. Im więcej godzin młody człowiek spędza przed komputerem, na portalach społecznościowych, na grach komputerowych czy ze smartfonem w ręku, tym większe niebezpieczeństwo zamknięcia się we własnym świecie.
ZAGROŻENIA:– Odizolowanie się od świata rzeczywistego– Nieumiejętność kontaktowania się z innymi i budowania głębszych więzi– Uzależnienie od mediów elektronicznych
Pierwszy problem to stawianie świata wirtualnego w miejsce świata rzeczywistego, czyli w miejsce tej przestrzeni, w której wszystko jest prawdziwe, w której można doświadczyć prawdziwej miłości i uczyć się jej od Boga i kochających mnie ludzi. Prowadzi to do zniekształcania świadomości i do zaburzonej percepcji rzeczywistości.
Drugi problem: skupianie się na świecie wirtualnym kosztem kontaktów z ludźmi prowadzi do nieumiejętności kontaktowania się z innymi i budowania głębszych więzi. Dziecko zaczyna wierzyć w to, że również w życiu realnym wszystko jest na niby, że można występować pod wieloma nickami (jak na portalach społecznościowych) i postaciami, że można odgrywać dowolne role czy że każde wydarzenie można „cofnąć” jak w grze komputerowej.
Trzeci problem: urządzenia elektroniczne uzależniają dzieci i młodzież z nie mniejszą siłą i szybkością niż alkohol czy narkotyk. Im wcześniej ktoś wchodzi w ten świat, tym większych doznaje szkód w rozwoju i tym szybciej uzależnia się od tego świata.
Ochrona dzieci przed uzależnieniami oraz przed zaburzaniem rozwoju psychospołecznego wymaga określenia przez rodziców jasnych zasad korzystania z mediów, stanowczego stawiania dziecku granic i konsekwentnego egzekwowania ograniczeń przyjętych dla dobra syna czy córki. Rodzic ma prawo wymagać!
Życie nie znosi pustki. Najłatwiej dystansować się od mediów elektronicznych tym dzieciom, które doświadczają miłości rodziców i które mogą każdego dnia przez wiele godzin rozmawiać z bliskimi o tym, co się dzieje w nich i wokół nich. Świat wokół nas jest fascynujący, piękny i to w nim działa Bóg. Warto o tym przekonać młodych ludzi, żeby nie nabawili się nerwic, uzależnień i przebodźcowania!
OKIEM RODZICA1. Zapewnij dziecku spokojne miejsce do pracy, tak żeby mogło się skoncentrować. Wyłącz głośną muzykę, telewizor, radio i ogranicz rozmowy.2. Jeżeli do odrabiania lekcji potrzebny jest komputer, nie można równocześnie siedzieć na Facebooku i innych stronach internetowych (syndrom odpalonych kilkunastu zakładek równocześnie).3. Ograniczaj dziecku oglądanie telewizji i granie w gry komputerowe. Te zajęcia powinny się odbywać we wcześniej zorganizowanym czasie i być traktowane jako nagroda (z jasno określonymi granicami).4. Smartfony to potężne narzędzia. Owszem służą również do dzwonienia, ale przede wszystkim zapewniają stały dostęp do Internetu, muzyki, filmów i gier i są zawsze pod ręką. Są na tyle drogie, że najczęściej to my, rodzice, kupujemy je naszym dzieciom. To my jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby dziecko nauczyło się nad nim panować i korzystać z niego w sposób kontrolowany.

Ciemna strona przedszkola


http://wielodzietni.org/discussion/8399/ciemna-strona-przedszkola-przemoc-agresja-opoznienie-rozwoju-spolecznego

Ciemna strona przedszkola: przemoc, agresja, opóźnienie rozwoju społecznego

Spędzanie przez kilkulatka większości dnia w towarzystwie rówieśników może pogarszać umiejętności społeczne


Bogna Białecka


Minister edukacji narodowej szykuje nam kolejną rewolucję. Edukacja przedszkolna ma objąć dzieci dwuletnie. Zdaję sobie sprawę, że w gruncie rzeczy pozwolenie na przyjmowanie dwulatków do przedszkola będzie w wielu przypadkach zalegalizowaniem już istniejącej praktyki. Zdaję też sobie sprawę, że antyrodzinna polityka państwa polskiego zmusza wiele matek do powrotu do pracy zawodowej, mimo iż chciałyby zajmować się dzieckiem. Tak samo zdaję sobie sprawę z istnienia przedszkoli, a właściwie całodobowych przechowalni dzieci, w których maluchy zostają na noc. Nie można jednak udawać, że odbywa się to dla dobra dziecka.

"Jeśli będą pieniądze, pomysł popieramy, bo edukacja przedszkolna to ważny etap dla dziecka i jest o wiele lepsza od telewizora i podwórka. Im wcześniej ją zacznie, tym łatwiej będzie mu w dorosłym życiu" - nie ma wątpliwości dyrektor biura edukacji Jolanta Lipszyc z warszawskiego ratusza.
"Wysłanie dwulatków do przedszkoli to dobry pomysł, bo dzieci w grupie rówieśników dobrze się rozwijają" - przekonuje Elżbieta Piotrowska-Gromniak ze Stowarzyszenia Rodzice w Edukacji ("Metro" z 25 października 2010 r.).

Podwórko i telewizor jako alternatywa dla przedszkola? Może zacznę od pytania retorycznego: Ilu widzieliście dwulatków biegających bez opieki na podwórku? Twierdzenie, że dwuletnie dzieci spędzają cały dzień przed telewizorem, jest trudniejsze do sprawdzenia. Jednak każdy, kto widział dziecko w tym wieku, wie, że dwulatki są pełne energii i niepowstrzymanej woli eksperymentowania. Trudno je wyobrazić sobie tkwiące jak zombie przed telewizorem przez cały dzień. Zresztą to i tak sprawa marginalna. Podstawowy problem tkwi gdzie indziej. Założenie ukryte w pierwszym z argumentów uważam za obraźliwe dla mam, które korzystają z urlopu wychowawczego lub rezygnują z pracy zawodowej po to, by móc osobiście zająć się swoimi dziećmi.

Drugi argument - błogosławieństwo, jakim jest edukacja przedszkolna, dla dziecka wydaje się jednak bardzo poważny. Wiadomo, że dzieci rozwijają się dziś szybciej, a zatem wcześniejsze rozpoczęcie edukacji pod okiem profesjonalistów można by uznać za pożądane. Tym bardziej dla dzieci pozbawionych wskutek jedynactwa naturalnych relacji z innymi dziećmi, jaka występuje w rodzinie wielodzietnej.


Czy przedszkole rozwija umiejętności społeczne dzieci?

Posyłamy dzieci do przedszkola, mając nadzieję, że nauczą się tam przede wszystkim umiejętności społecznych. A jednak wiele z nich narzeka, pyskuje, a nawet zachowuje się agresywnie. Spędzanie większości dnia w towarzystwie rówieśników wydaje się zatem raczej pogarszać umiejętności społeczne. Ale może rodzice przesadzają i gdyby nie socjalizacja w przedszkolu, dzieci zachowywałyby się jeszcze gorzej?

Postanowili to sprawdzić naukowcy z uniwersytetu stanowego z Kalifornii oraz uniwersytetu w Stanford. Przeprowadzili badanie na wielką skalę, obejmujące 14 tys. dzieci w wieku do 5 lat. Badacze oceniali wpływ uczęszczania do żłobka i przedszkola na umiejętności społeczne, umiejętność samokontroli oraz stopień agresywności.

Okazało się, że żłobek i przedszkole opóźniają rozwój umiejętności społecznych u dzieci, rozwijając za to zachowania aspołeczne (agresywność, egotyzm). Nie było przy tym istotne, czy placówka jest prywatna, czy państwowa, czy dziecko pochodzi z rodziny bogatej, czy biednej. Nie był istotny poziom wykształcenia ani wiek rodziców. Tylko jedna zmienna okazała się istotna - liczba godzin spędzanych tygodniowo w żłobku lub przedszkolu. Dzieci pozostające pod wyłączną opieką rodziców rozwijają się społecznie lepiej niż uczęszczające do przedszkola nawet na kilkanaście godzin tygodniowo. A im więcej czasu dzieci spędzają w przedszkolu, tym więcej zachowań aspołecznych, mniejsza motywacja do nauki itp. (Susanna Loeb i inni, 2007).

Bardzo podobne wyniki dało badanie z roku 2003 przeprowadzone przez amerykański National Institute of Child Health and Human Development. Badano tam długoterminowe skutki uczęszczania do przedszkola. I w tym przypadku wnioski naukowców były wstrząsające - im więcej czasu dzieci spędzają z dala od mamy w ciągu pierwszych 4, 5 lat życia, tym większe wykazują problemy z zachowaniem. Konkretnie: pyskowanie, napady złości, odmowa współpracy, agresywność, okrucieństwo, niszczenie zabawek i innych obiektów, wdawanie się w bójki.



Jaki jest prawdopodobny mechanizm stojący za problemami?

Oczywiście można zadać pytanie - czy to wyłącznie skutek przebywania w przedszkolu? Być może zapracowani rodzice nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi dziecku i stąd biorą się kłopoty? A jednak badania naukowe pokazują, że wielogodzinny kontakt z rówieśnikami stanowi lwią część problemu.
W przytaczanym już badaniu z 2005 r. dzieci, którymi zajmowali się dziadkowie lub opiekunki, rozwijały się równie dobrze jak dzieci znajdujące się pod opieką mamy. A więc to nie brak obecności rodziców, a raczej właśnie ciągła obecność rówieśników rozwija złe zachowania.

Czy da się to jakoś obiektywnie sprawdzić? Można badać poziom tzw. hormonu stresu, czyli kortyzolu. Jego poziom zależny jest od pory dnia - najniższy w porze zasypiania. Jednak doświadczenie chronicznego stresu powoduje, że jest on ciągle podwyższony. Cztery niezależne ekipy naukowców przeprowadziły badania poziomu kortyzolu u dzieci w wieku przedszkolnym. Wyniki badań wykazały znów to samo. Dzieci pod opieką mamy, babci, opiekunki były mniej zestresowane niż przedszkolaki. Analizowano wpływ wszelkich możliwych czynników - np. rozkładu dnia (drzemek, posiłków). Nic z tego nie miało specjalnie negatywnego wpływu. Megan Gunnar, psychobiolog od 20 lat zajmująca się badaniem poziomu kortyzolu u dzieci, podsumowuje wyniki tych badań: "Jakiś czynnik związany z koniecznością radzenia sobie ze skomplikowanym układem grupy rówieśniczej przez dłuższy czas wywołuje stres u małych dzieci" (ResearchWorks, 2005).


Co jest nie tak z grupą rówieśniczą?

Dla wielu wychowawców i rodziców wyniki przytoczonych badań wydają się sprzeczne z logiką czy zdrowym rozsądkiem. To przecież dzięki kontaktom z innymi ludźmi nabywamy umiejętności społecznych. Trudno wyobrazić sobie lepsze warunki nauki niż umożliwienie dziecku kontaktu z rówieśnikami. Rzeczywiście prawdą jest, że do nauki umiejętności społecznych potrzebny jest kontakt z ludźmi. Pytanie brzmi: Z jakimi ludźmi?

Aby dobrze funkcjonować w grupie, wspólnocie, potrzebujemy nauczyć się wielu umiejętności emocjonalnych - samokontroli, cierpliwości, pozytywnej postawy wobec ludzi, empatii, współczucia, konstruktywnego rozwiązywania konfliktów. Do tego nie wystarczy grupa rówieśników - zwłaszcza jeśli mają dwa, trzy lata. Dzieci w tym wieku same z siebie nie potrafią zarządzać emocjami. Postępują pod wpływem impulsów. Aby to zaobserwować, nie trzeba być psychologiem. Małe dzieci nie rozumieją dobrze np. pojęcia czasu. Głodne dziecko, któremu powiemy, że dostanie jeść za 15 minut, pogrąża się w rozpaczy. Maluchy doświadczają często zmiennych, intensywnych emocji. W tej chwili roześmiane dziecko może za chwilę się rozpłakać lub wpaść w złość. Maluchy nie potrafią dobrze kontrolować swoich emocji, wczuwać się w emocje innych, a subtelności savoir-vivre'u czy bycia uprzejmym są im obce (Gopnik i inni, 1999).

Oznacza to, że przedszkolaki mogą dostarczać sobie nawzajem wartościowych doświadczeń społecznych, nie są jednak dobrymi nauczycielami umiejętności. Dzieci uczą się głównie przez naśladownictwo. Owszem, mogą kopiować czyjeś dobre zachowania, ale kopiują też te negatywne. Poza tym towarzystwo rówieśników nie daje najważniejszego narzędzia nauki - informacji zwrotnych i pozytywnych wzmocnień.

Podstawowy, łopatologiczny przykład. Co się dzieje, gdy mama bawi się z dzieckiem np. klockami? "Poproszę czerwony klocek" - mówi, jednocześnie ucząc malucha rozpoznawania kolorów, jak i stosowania zwrotów grzecznościowych. Dziecko podaje klocek. "Och, dziękuję!" - mówi mama (wzmocnienie pozytywne pożądanego zachowania), a maluch promienieje z radości. W sytuacji zabawy z rówieśnikami potrzebny klocek zostanie po prostu zabrany przez silniejszego czy szybszego. A nawet jeśli dziecko podzieli się zabawkami z drugim, raczej nie usłyszy pochwały czy zwykłego "dziękuję". Gdy brakuje pozytywnej moderacji zachowań przez osobę dorosłą, dzieci uczą się prawa dżungli, a nie uprzejmości. Oczywiście w przedszkolu są obecni dorośli, i to profesjonaliści edukowani w zakresie pedagogiki. Odbywają się zajęcia ukierunkowane na konkretne zadania, a swobodna zabawa to tylko element życia przedszkolnego. Jednak nawet w najbardziej ekskluzywnym przedszkolu pod opieką jednej wychowawczyni przebywa co najmniej 10 dzieci. To tak, jakby była matką dziesięcioraczków. Zwyczajnie nie jest w stanie poświęcić każdemu dziecku uwagi. To zupełnie inna sytuacja niż np. rodzina wielodzietna, gdzie starsze dzieci, posiadające już bardziej wykształcone umiejętności społeczne, stają się modelami, wzorcami do naśladowania dla dzieci młodszych.

Dojrzałość przedszkolna

Ostatni element układanki to kwestia dojrzałości przedszkolnej. Nie chodzi tu wyłącznie o sprawy samoobsługowe, choć gdy przeglądałam dyskusje na ten temat w internecie, pojawiały się często wypowiedzi typu: "Oj tam, zmienić pieluchę każdy potrafi". Każdemu, kto wyobraża sobie, że trzydzieścioro dwulatków, którym należy regularnie kontrolować zawartość pieluch i myć pupy, to żaden problem, polecam zajęcie się przez kilka godzin np. bliźniętami, co pewnie ich skutecznie otrzeźwi.

Czy wiecie, jak wygląda pierwszy dzień, pierwsze tygodnie w przedszkolu? Wiele maluchów żałośnie szlocha, pytając, kiedy wróci mama. Inne radzą sobie lepiej, a jednak dla większości trzylatków jest to przeżycie traumatyczne. Jak pisze dr Szymon Grzelak w "Dzikim ojcu": "Inicjacji przedszkolnej nie traktuję jako elementu strategii pozytywnych inicjacji. Trudno uznać pierwszy dzień w przedszkolu za inicjację pozytywną. (...) Dobrze jest, kiedy fundamenty osobowości dziecka mogą być budowane w kręgu osób najbliższych, bezpiecznych, z którymi ma bliskie więzi i które będą stanowiły jego zaplecze społeczne na wiele następnych lat. Instytucja, jaką jest przedszkole całodzienne, jest bardziej koniecznością życiową dla niektórych rodzin niż czymś optymalnym dla dziecka" (s. 43).

A my mówimy o posyłaniu do przedszkola dwulatków. Dziecko w tym wieku nadal ma problem z jasnym wyrażeniem potrzeb, wymaga obecności mamy, nie potrafi radzić sobie z emocjami i stresem. Nieustannie testuje granice tego, co wolno, a czego nie. Miewa napady złości. Nie na darmo w niektórych poradnikach opisuje się ten etap rozwojowy jako "okropny dwulatek". Prawdą jest, że w tym wieku dziecko zaczyna potrzebować także kontaktu z innymi dziećmi. Bardziej naturalny i rozwijający jest jednak kontakt z dziećmi w różnym wieku - taki jak na placu zabaw czy w rodzinie wielodzietnej. Kiedy te argumenty, poparte solidnymi badaniami, zaczną w końcu uwzględniać państwowi spece od wychowania?




Autorka jest psychologiem, stałym współpracownikiem "Przewodnika Katolickiego", autorką m.in. poradnika "Od niemowlaka do przedszkolaka", żoną i matką czworga dzieci.


Gopnick A., Meltzoff A.N., Kuhl P.K., The scientist in the crib, New York: Morrow, 1999.
Grzelak Sz., Dziki ojciec. Jak wykorzystać moc inicjacji w wychowaniu, W Drodze, 2009.
Loeb S., Bridges M., Bassok D., Fuller B., Rumbergerd R.W., How much is too much? The influence of preschool centers on children's social and cognitive development, w: "Economics of Education Review", nr 26, 1 (2007), s. 52-66.
National institute of child health and human development early child care research network. Does amount of time spent in child care predict socio-emotional adjustment during the transition to kindergarten?, w: "Child Development", nr 74 (2003), s. 976-1005.
ResearchWorks 2005, How young children manage stress: Looking for links between temperament and experience, strona internetowa Uniwersytetu w Minnesocie: www.cehd.umn.edu/research/highlights/Gunnar/ (data dostępu 2.11.2010).