Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mama. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 lipca 2014

Bycie matką to plus

Jakich umiejętności nabywasz, gdy stajesz się matką?




Umiejętność zarządzania, wszechstronność i inteligencja emocjonalna,
zdolność do podejmowania wyzwań, zdolność do wysiłku i poświęcenia, komunikacja i przemawianie, zarządzanie zasobami, umiejętność motywowania, organizacja i planowanie, wytrwałość i cierpliwość, przywództwo i praca w zespole...

czwartek, 6 lutego 2014

Przedszkole - nie zawsze dobre - ku przestrodze

Jeszcze jeden wpis na temat przedszkola, "ku przestrodze", wpis Olgi
ze strony: http://airbot.net/forum/index.php?action=vthread&forum=6&topic=602

Osobiście jestem przeciwna przedszkolom jako instytucji. Postrzegam je jako swoistą przechowalnie dla dzieci, gdy rodzice muszą iść do pracy. Kiedyś chciałam wysłać dziecko do przedszkola (gdy go jeszcze nie miałam), od momentu narodzin nigdy już o tym nie pomyślałam. 

Mam masę kontaktu z rodzicami i dziećmi przedszkolnymi i osobiście widzę różnice w zachowaniu dzieci przedszkolnych od tych spędzających czas w domu. 
Najczęściej znajomi przyjeżdżają do nas. Największy pokój zmieniliśmy kilka lat temu w swoisty plac zabaw. Znajduje się w nim wielki basen z 6000 kulek (taki jak na kidilandach), duży plac zabaw ze zjeżdżalnią, domek, kuchenka, huśtawka, telewizor, tunel itd. Piszę o tym aby nakreślić środowisko do którego wbiegają dzieci i tam się wszystko dzieje. Po 10 minutach dzieci przedszkolne zaczynają rywalizować, spychają się do basenu, skaczą sobie na głowę, przygotowują pułapki i zasadzki na rówieśników - nie ma w tym nic ze społecznej socjalizacji w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Mnie to szokuje, bo moje dziecko nigdy nie wpada na takie pomysły i samo jest zadziwione takimi zabawami. 
Dzieci przedszkolne trzeba bardzo pilnować, aby sobie zwyczajnie krzywdy nie zrobiły. 
Gdy spotykam się ze znajomymi, których dzieci nie chodzą do przedszkola zabawa wygląda zupełnie inaczej - cicho, przyjemnie bez pomysłów pognębienia młodszego a w atmosferze współpracy. Gdy tak się zastanawiam, to chyba fala nie doszła tylko do szkół ale w pewnym sensie objęła również przedszkola. Dzieci uczą się rywalizacji i to wcale nie w zdrowym tego słowa znaczeniu. 

Patrząc na rodziny, pamiętam te same dzieci sprzed kilku/kilkunastu miesięcy, gdy nie były jeszcze przedszkolakami. Część mam posłała pociechy dopiero w 4-5 roku do przedszkola. Same skarżą się na bardzo niekorzystne zmiany w zachowaniu i psychice pociech - kłótnie, bicie, agresję zachowania aspołeczne. Maluchy z jednej strony są agresywne z drugiej pasywne, wręcz zgłuszone. Niezbyt chętne do nawiązywania kontaktów, jakby sprawdzały nawet dorosłego, na co mogą sobie pozwolić. Gdyby to były 2-3 rodziny to mogłabym powiedzieć, że każdy człowiek, nawet mały się zmienia. Jednak mamy kilkunastu znajomych z dziećmi i oprócz zmian pozytywnych w wiedzy, jeszcze nigdy nie przełożyło się to w tym samym znaczeniu na zachowanie. 


Znam bardzo dobrze przykład przemiłej dziewczynki, cudownej, serdecznej i ciepłej. Moja przyjaciółka, a jej mama posłała ją jako 4-latkę do przedszkola. Przez 6 miesięcy dziecko było "poniewierane" przez rówieśników, bite, wyśmiewane jako najsłabsze w grupie - uczyła się pracy i zasad w grupie. 
Po jakimś czasie sytuacja się odwróciła, owa dziewczynka (nazwijmy ją Marta) stała się największym tyranem grupy. Przełamała się któregoś dnia i gdy znowu popychał ją kolega (jak opowiadała przedszkolanka) odwinęła się pierwszy raz w życiu samochodzikiem, tak, że rozścieła mu wargę. Od tego dnia wszystko się zmieniło. Poczuła siłę i władzę. Ów chłopiec już więcej nie popychał Marty, za to ona "wspaniale" się na nim odgrywała. 
Doszły do tego zupełnie nowe problemy wychowawcze. Zaczęła krzyczeć na mamę, bić pięściami, szczotką, rakietą do tenisa i wyzywać tak, że nie jednemu dorosłemu by to przez usta nie przeszło. Pojawiło się moczenie nocne, koszmarne sny. Marta odeszła z przedszkola, wróciła do domu i teraz jej matka stara się odrobić to co zepsuła owa wspaniała "socjalizacja w gronie rówieśników". Pracują już z psychologiem, odbudowują więzi i zaufanie. Pięcioletnia Marta podczas potkania z terapeutą powiedziała, że teraz jest silna i nie pozwoli mamie sobą rządzić, a matka musi się jej słuchać. 
Przed przedszkolem Marty, spotykaliśmy się z nią często, potem, gdy tak się zmieniła - i nasze spotkania ustały. Podczas ostatniego weekendu, gdy u nas byli widziałam co dziecko potrafi powiedzieć i zrobić matce
Moja córka odmówiła wspólnej zabawy i przez dwa dni bawiła się sama, rysowała i generalnie nie chciała przebywać z Martą w jednym pomieszczeniu. Dziewczynka na siłę dążyła do konfrontacji fizycznej, aby sprawdzić/pokazać, kto jest silniejszy. 
Wiem, można napisać, że to jednostkowy przypadek/błędy rodziców/złe przedszkole/ zbieg okoliczności. Jednak Marta jest jedynaczką w cudownej rodzinie, która wychowała wspaniałe dziecko zanim poszło do przedszkola. Jest córką mojej przyjaciółki więc podwójnie mnie szokuje zmiana jaka zaszła w małym dziecku. 


Dzisiejszy świat zmusza matki do pracy, odbierając im macierzyństwo. Praca w korporacjach odbiera myśli, rodzinność i cierpliwość. Część moich koleżanek dosłownie musi gdzieś pójść z dziećmi w weekend, bo nie są w stanie 'wyrobić' z nimi w domu. Ciężko liczyć na to, że w kilka godzin da się "zmienić/nadrobić/naprostować" problemy, które mogą się pojawić dzięki takiej socjalizacji. 

Mam znajomych wyznających rożne przekonania religijne, należących do wielu kościołów lub zupełnych ateistów. Zmiany w zachowaniu zaszłych we wszystkich dzieciach, w ani jednym przypadku nie są super pozytywne, w najlepszym wypadku do zniesienia. Ale chyba nie o to chodzi ... 


A właśnie, moje dziecko przechodząc obok przedszkola pierwszy raz w życiu patrzyło na biegające stado dzieci. Maluchy się ganiały, piszczały itd. Było normalnie - a moje dziecko patrząc ze łzami w oczach zapytało się mnie, "dlaczego ich mamy ich nie kochają i zostawiły je z obcą panią". TAK MYŚLI DZIECKO, zupełnie inaczej niż dorośli, urzędnicy i ustawy. 

Czy matki powinny pracować zawodowo?


Czy matki powinny pracować zawodowo?




czwartek, 22 października 2009 16:42
Jednym z najbardziej znamiennych symboli naszych czasów – być może nawet najważniejszym – jest stały, choć na pozór niezauważalny, rozkład rodziny, jednostki służącej człowiekowi od chwili, gdy przychodzi na świat. Żaden z aspektów tego rozpadu nie jest tak alarmujący, jak wzrastająca liczba matek, które spędzają całe dni w pracy z dala od domu.


Praca podejmowana przez większość matek jest tymczasem dyktowana przez warunki inne niż konieczność ekonomiczna.
Wiele z nich pragnie zapewnić rodzinie wyższy standard życia od tego, który przypada im w udziale, gdy żyją tylko z dochodów męża. Podejmują pracę, aby zarobić na większy dom lub mieszkanie, wykwintniejsze meble, wygodniejszy samochód, wakacje dla całej rodziny i tym podobne przywileje.
Inna kategoria pracujących matek to te, które poszukują w pracy sposobu zaspokojenia swojej kreatywności, odczuwają bowiem brak takiej możliwości podczas wychowywania dzieci i prowadzenia domu. Wiele kobiet z tej grupy wykonuje wyspecjalizowane zawody lub zajmuje się pracą biurową na stanowisku sekretarki, maszynistki, itp.
Do decyzji o podjęciu pracy przez matkę przyczynia się wiele innych czynników lub ich kombinacje. Kobieta może pragnąć uniknąć samotności, częstej w przypadku opieki nad małymi dziećmi, lub uniezależnić się od męża. Zdarza się, iż poszukuje dreszczyku emocji właściwego środowisku biznesu, gdzie wciąż spotyka się nowe wyzwania i fascynujących ludzi.
Niezależnie jednak od przyczyny, dla której matka powierza dzieci opiece innych osób i podejmuje pracę zarobkową, jedno jest pewne: jeśli nie dysponuje ważnymi argumentami natury ekonomicznej, deprecjonuje macierzyństwo jako ścieżkę kariery życiowej.
Cywilizowani ludzie dawno już zgodzili się, iż najbardziej satysfakcjonującym zadaniem i obowiązkiem dla człowieka jest kształtowanie dusz i umysłów dzieci, tak więc z pewnością kobieta, która rozmyślnie rezygnuje z przypisanej jej funkcji, zmienia odwieczny sens macierzyństwa i rozpoczyna rewolucję, której skutki mogą okazać się niezwykle dotkliwe dla przyszłych pokoleń.


Krzywda wyrządzana dziecku. Dlaczego żłobki i przedszkola nie stanowią dobrego rozwiązania
Małe dziecko potrzebuje matki i nikt nie może mu jej w pełni zastąpić. Dziecku potrzebna jest stała matczyna czułość i łagodna troska, stanowią one bowiem podstawy, na których buduje swoje poczucie bezpieczeństwa pozwalające mu na prawidłowy rozwój emocjonalny. Uczuć tych nie zapewni mu żaden żłobek ani przedszkole, ani tym bardziej szereg wykwalifikowanych opiekunek, które, choć sumienne, nie dostarczą mu stałego uczucia miłości, tak potrzebnej w dorastaniu.
Zobowiązanie matki do opieki nad dzieckiem w najwcześniejszych etapach jego rozwoju jest znane nawet cywilizacjom pierwotnym. Instynkt każdej kobiety potwierdzają także obiektywne analizy naukowe. W raporcie opublikowanym w Genewie w 1952 roku zatytułowanym Maternal Care and Mental Health („Macierzyństwo a zdrowie psychiczne”) doktor John Bowlby wskazuje, iż rozwój osobowości dziecka jest silnie uzależniony od ciągłości jego relacji z matką. Jeśli we wczesnym okresie życia dziecko nauczy się w intymny i konsekwentny sposób okazywać miłość drugiej osobie, nauczy się również ufać ludzkiej dobroci i uzyska poczucie bezpieczeństwa, które pomoże mu pewnie stawiać czoła problemom okresu dorastania.


Co dzieje się z dziećmi pozbawionymi kontaktu z matką
Uczucie opuszczenia jest dla dziecka jednym z najgorszych doświadczeń. Jako dowód mogą posłużyć wybuchy histerii na oddziałach szpitalnych i izbach przyjęć. Dziecko pozostawione w obcym środowisku odczuwa tak silny strach przed nieznanym, że może on pozostać w jego pamięci do końca życia. Psychiatrzy uważają, iż utrata matki – spowodowana jej śmiercią, porzuceniem, rozwodem, itp. – budzi w niektórych dzieciach obawy i niepewność, których nie umieją się pozbyć. Dziecko może próbować powrotu do niemowlęcych nawyków, chcąc odzyskać dni, gdy opromieniała je miłość matki. Często opiera się wszelkim próbom narzucenia mu dyscypliny, marudzi lub płacze bez wyraźnego powodu. Jako dorosła już osoba wymaga pomocy psychiatry, ponieważ wczesna utrata matki sprawia, że bywa niezdolne do okazania pełni miłości swojemu małżonkowi, gdyż obawia się bólu związanego z ponownym odrzuceniem.
Naturalnie, niewiele dzieci odczuwa to aż tak dotkliwie, jeżeli ich pracujące matki okazują im miłość w każdej chwili, gdy przebywają razem z nimi. Niemniej dziecko często ponosi większą krzywdę psychiczną, niż wyobraża sobie jego rodzic. Rozmiar szkody zależy przede wszystkim od czasu, przez jaki dziecko było pozbawione matczynej bliskości.
W raporcie cytowanym przez czasopismo „Ladies’ Home Journal” z listopada 1958 roku dr Bowlby oświadcza, iż najczęściej doznawanym przez dzieci uczuciem jest niepokój i smutek oraz lęk przed samotnością. Wszystkie wymienione symptomy są blisko związane z poczuciem braku bezpieczeństwa. Dr Bowlby uważa, że dzieci pozbawione stałej, pełnej uczucia opieki ze strony jednej i tej samej osoby nie potrafią nauczyć się kochać ani wykształcić w sobie zdolności odczuwania głębszych emocji. „Żyją zachciankami, godni pożałowania, niezasługujący na zaufanie.”
„Dzieci, które doświadczyły opieki matki, a następnie ją utraciły przed ukończeniem trzeciego roku życia, wyrastają często na ludzi pełnych nienawiści i podejrzeń, wstydzących się przyznać, iż brak im miłości, uzewnętrzniających targające nimi emocje poprzez kradzieże i rozwiązłość – stają się wilkami-samotnikami, zatraconymi duszami. Utrata matki przez dziecko w wieku powyżej trzech lat nie jest tak groźna, jednak i w tym przypadku owocuje nadmiernym pragnieniem czułości oraz przesadną zazdrością, które powodują ostry konflikt wewnętrzny, ból i smutek”.
Wiele pracujących matek przyznaje, iż w soboty i niedziele, gdy przebywają w domu z rodziną, dzieci trzymają się stale w pobliżu i nie chcą ani na chwilę spuścić ich z oczu. Matki odbierają to często jako dowód dziecięcej miłości i zaufania. Jest to prawda, takie zachowanie świadczy jednak i o tym, że dziecko czuje się zagrożone i boi się ponownego opuszczenia go przez matkę.

Krzywda wyrządzana mężowi
Pracująca żona może wyrządzić mężowi krzywdę równie wielką jak dzieciom. Mężczyzna z natury najczęściej bywa głową domu. Od samego początku, na wszystkich etapach rozwoju cywilizacji, był postrzegany jako żywiciel rodziny, ponieważ dysponuje odpowiednimi cechami: wrodzoną aktywnością, łatwością w podejmowaniu decyzji, silniejszą konstytucją fizyczną, lepiej rozwiniętymi reakcjami. Wymienione cechy charakteru pozwalały mu dotąd polować, łowić ryby i wykonywać inne prace niezbędne w życiu wspólnoty. Nawet dziś, gdy sprawność fizyczna nie jest już najważniejszą cechą żywiciela rodziny, typowe męskie cechy charakteru są potrzebne do osiągnięcia sukcesu w świecie biznesu.
Znajdując zajęcie poza domem, żona i matka zaburza równowagę historycznie ukształtowanego związku kobiety i mężczyzny. Jak bowiem mąż może spełniać funkcję głowy rodziny, jeśli nie potrafi poradzić sobie z podstawowym zadaniem wynikającym z tej roli? Cechy, które musi wykształcić w sobie pracująca kobieta – charakterystyczną dla mężczyzn agresywność, zdecydowanie, opanowanie i dystans wobec otoczenia – stanowią całkowite przeciwieństwo cech niezbędnych w kontaktach z mężem i dziećmi. Zamiast uzupełniać męża, żona staje się jego rywalem. Chociaż wielu mężów popiera i akceptuje zarobkową pracę ich żon, układ ten nie jest zdrowy i korzystny dla wzajemnych relacji małżeńskich.
Dawniej matka opiekowała się domem, a dzieci wiedziały, że do jej zajęć należy cerowanie i łatanie odzieży, przygotowywanie posiłków, pranie pieluch i sprzątanie domu. Obecnie zadania te są często wykonywanie przez mężów kobiet pracujących zawodowo. Dzieci takich małżeństw mają kłopoty z rozróżnieniem, gdzie kończy się zakres obowiązków ojca, a zaczyna – matki. Jak już wspominałem, pełny rozwój człowieka jest możliwy jedynie wtedy, gdy będzie on znał oczekiwania stawiane mu jako osobie dorosłej. Chłopcy muszą wiedzieć, co należy do obowiązków mężczyzny, dziewczynki zaś powinny poznać zakres kompetencji matek. Jeśli istnieje obszar w życiu dziecka pozbawiony zarówno wpływów męskich jak i żeńskich, ulega zahamowaniu i upośledzeniu seksualny rozwój nastolatków oraz ich zdolność do pojmowania własnej roli w przyszłym związku małżeńskim. Jednym z poważniejszych przyczyn kłopotów małżeńskich bywa niepewność obojga partnerów co do przypadających im funkcji, wywodząca się z doświadczeń wieku dziecięcego.


Krzywda wyrządzana rodzinie. Zwracanie nadmiernej uwagi na wartości materialne może skrzywdzić rodzinę
Pracująca matka może również w niemal niezauważalny sposób krzywdzić całą rodzinę. Jeżeli pracuje, aby podnieść standard życia rodziny, nie zaś z konieczności, istnieje ryzyko, iż postawi na pierwszym miejscu fałszywe wartości. Rodzina może zacząć uważać, że nowy dywan, wykwintny posiłek lub ubrania z najnowszych kolekcji dyktatorów mody są niezbędne, aby cieszyć się życiem. W rezultacie dzieci przyzwyczajają się do postrzegania sukcesów i klęsk życiowych poprzez pryzmat dóbr materialnych, ucząc się z przekazywanego im przykładu i nauk odsuwania wartości duchowych i emocjonalnych na dalszy plan.
Gdy w domu zaczyna królować materializm, szybko pojawia się pragnienie kontrolowania narodzin kolejnych dzieci. Matka pracująca w celu podniesienia standardu życia rodziny łatwiej ulega pokusie zapobiegnięcia przyjściu na świat istoty, która zmusi ją do porzucenia pracy i pogorszy dotychczasowe warunki życia. Jeśli jest już w ciąży, obwinia dziecko o zmniejszenie dochodów rodziny i odmawia należnej mu, pełnej miłości akceptacji. Ograniczenie liczby dzieci niemal zawsze idzie w parze z pracą zarobkową młodej matki. Najtragiczniejsze w tym układzie jest fakt pozbawienia dziecka rodzeństwa przyczyniającego się do większej spójności i czułości rodziny.


Krzywda wyrządzana samej sobie
Często bagatelizuje się krzywdę emocjonalną, jaką wyrządzają sobie pracujące matki. Pewna grupa badaczy prowadziła rozmowy z młodymi matkami, odkrywając, iż sześćdziesiąt cztery procent respondentek wskazywało na zaniedbanie domu, rodziny i obowiązków domowych jako główną wadę podjęcia pracy zarobkowej. 

Pewien psycholog opisał pracującą matkę jako osobę rozdartą pomiędzy przeciwstawnymi pragnieniami – chęcią skoncentrowania całej swojej energii i wysiłku w celu odniesienia sukcesu zawodowego oraz pragnieniem okazania się dobrą żoną i matką. Gdy poświęca całą uwagę interesom, jest jednocześnie świadoma, że kradnie czas i energię, które winna ofiarować mężowi i dzieciom. Bardzo rzadko kobiety takie potrafią uniknąć ciągłego biadolenia i obwiniania wszystkich wokół, jak również gnębiącego je później poczucia winy.
Aby zadośćuczynić rodzinie za czas spędzony z dala od niej, niektóre matki usiłują nie dopuścić, aby dom i rodzina ucierpiały z powodu ich pracy zarobkowej. Po całodniowym wysiłku rzucają się w wir prac domowych, gotując, szorując podłogi, cerując ubrania, próbując nadrobić to, co niepracujące matki wykonują w trakcie dnia. Usiłując wykonywać obydwa rodzaje pracy, żyją w ciągłym napięciu, niezdolne do odpoczynku w towarzystwie reszty rodziny. W ten sposób stają się męczennikami w służbie podwójnego zobowiązania, a ich zachowanie nie zapewnia dziecku szczególnie zachęcającego wizerunku macierzyństwa. Jest wielce prawdopodobne, iż niejedna stara panna zrezygnowała w pewnym momencie swojego życia z założenia rodziny, chcąc za wszelką cenę uniknąć powielenia życia swojej matki, pracującej za dnia poza domem, a po powrocie z pracy do późnych godzin nocnych wypełniającej różne obowiązki domowe.

Czy matkom opłaca się pracować zawodowo? Dane statystyczne dowodzą, że zatrudnienie poza domem nie przynosi opłacalnych dochodów

Typowa pracująca matka nie dysponuje wystarczającą ilością czasu, aby prowadzić oszczędną kuchnię domową czy szukać w sklepach produktów po okazyjnych cenach, jej rodzina spożywa więc gotowe posiłki z puszek i mrożonek lub jada obiady w restauracjach, te zaś są odpowiednio droższe. 
Ponadto matka taka zużywa znaczną część zarobków na zatrudnienie opiekunki do dzieci i regulowanie gwałtownie rosnących opłat za konsultacje lekarskie. Niezdolna do opiekowania się dziećmi, nieufna wobec sprawujących opiekę obcych osób, zwraca się do lekarzy po porady znacznie częściej niż czynią to inne matki. Inne konieczne wydatki to: opłacenie sprzątaczki, usług pralniczych i – z rzadka – sfinansowanie drobnych przyjemności, do których rości sobie prawo z tytułu wykonywania dwóch „zawodów”. Po analizie wszystkich wymienionych czynników łatwo zauważyć, iż pracująca matka często zmienia jedynie rodzaj wykonywanej pracy, nie zyskując niemal nic, gdy chodzi o dochody i wydatki.

Alternatywy dla pracy zarobkowej poza domem
 Kobiety muszą ponownie odkryć, iż ich największym darem dla Boga i społeczeństwa oraz największym osiągnięciem może być jedynie powoływanie do życia nowych istot ludzkich i nauczanie ich, jak mają zmierzać ku ziemskiemu i wiecznemu szczęściu. 
Ironicznym może wydawać się fakt, iż przeważa obecnie moda na „zrób to sam”. Wygląda na to, że mężczyźni są tak bardzo rozczarowani wykonywaną pracą, iż inicjują różne prace w domu, aby dać upust swojej twórczej energii. Podczas gdy ojcowie powracają w domowe pielesze, matki najwyraźniej zaniedbują kreatywny aspekt prowadzenia domu. Pamiętamy przecież nasze matki i babcie, które piekły chleb i ciasta, produkowały przetwory na zimę i własnoręcznie szyły ubrania. Praca ta nie tylko pozwalała im zaoszczędzić pieniądze, ale zapewniała również poczucie wartości i zadowolenia z własnych osiągnięć. Gdyby współczesne matki zaniechały użycia niektórych drogich produktów, które niwelują możliwość okazania własnej kreatywności w prowadzeniu domu, poprawiłyby warunki życia całej rodziny w takim samym stopniu, jak czynią to obecnie poprzez zarabianie pieniędzy.
Co z matkami, które zmusza do pracy zarobkowej prawdziwa konieczność? Powinny podjąć pracę pozwalającą im na przebywanie przez cały dzień w pobliżu ich dzieci.


Nadambitni ojcowie krzywdzą swoje rodziny
Podobnie jak w przypadku pracującej matki, ojciec zatrudniony w dwóch firmach może krzywdzić tym rodzinę, małżonkę, dzieci i samego siebie. Rodzinie brakuje go jako przywódcy. Mężczyzna przebywający poza domem szesnaście godzin dziennie, wracający do niego, aby się przespać i coś zjeść, nie może zapewnić dzieciom należytego przykładu, jak powinny przygotować się do obowiązków dorosłego życia. Jeżeli matka i dzieci widują ojca tylko wtedy, gdy śpi, trudno mówić w tym przypadku o istnieniu prawdziwej rodziny.
Cierpienie żony jest spowodowane brakiem towarzystwa męża. Jak zostało to już omówione w Poradniku małżeństwa katolickiego, matki mają prawo czuć się zmęczone po całym dniu spędzonym niemal wyłącznie wśród swoich dzieci. Mają także prawo oczekiwać zainteresowania, towarzystwa i czułości ze strony ich małżonków przynajmniej przez kilka godzin dziennie. Mężczyzna zajęty zarabianiem pieniędzy z pewnością kocha swoją żonę i chce jej zapewnić jak najlepsze warunki życia. Ważniejszym dowodem uczucia z jego strony byłaby jednak prosta chęć spędzenia z nią wspólnie wolnego czasu, nawet za cenę utraty pewnych życiowych luksusów.
Dzieci „pracusia” dręczy często brak możliwości poznania ojca poza jego pracą. Zwykle mogą porozmawiać z nim dopiero wieczorem, gdy skończył już wykonywać swoje zadania i dysponuje wolną chwilą, aby móc podzielić się z nimi doświadczeniem, przygotować je do stawienia czoła przyszłości i zaszczepić im normy postępowania, którymi będą się kierować przez resztę życia.
To właśnie ojciec przekazuje synowi swoje ideały i obserwacje związane z męskością; to ojciec własnym przykładem uczy córkę, czego powinna oczekiwać od przyszłego męża. Z powodu długotrwałego pobytu z dala od domu, „pracuś” nie jest w stanie zapewnić swoim dzieciom przewodnictwa i należytego przykładu, podobnie jak nie jest do tego zdolny ojciec, który porzucił rodzinę.

Ks. George A. Kelly
Powyższy tekst jest fragmentem książki Ks. George’a A. Kelly’ego Poradnik rodziny katolickiej.


Całość jest zamieszczona tutaj:
http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/rodzinakatolickadorosli/31-literatura/11535-czy-matki-powinny-pracowa-zawodowo

środa, 8 stycznia 2014

Mama - najlepszy zawód na świecie!!!

Czy warto przebywać z dzieckiem w domu?

Czy warto posyłać go do przedszkola?

Co tak naprawdę potrzebne jest dziecku?

Odpowiedź znajdziesz w tym i w kolejnych moich postach.




"Mama – najlepszy zawód na świecie" - audycja dla małżonków i rodziców w Radiu Maryja z dnia 16.02.2010r. (wybrane fragmenty i streszczenia)
Goście audycji: Mariola i Piotr Wołochowiczowie odpowiedzialni za Misję Służby Rodzinie w Polsce

M.W.: Wypowiedź feministki: „W społeczeństwie, w którym wszyscy biorą udział w wyścigu o władzę i pieniądze nie ma już miejsca ani czasu dla dzieci. (…) Myślę, że trudno nam będzie żyć w kulturze, w której nikt nie podejmuje się wczuwania w potrzeby drugiego człowieka.”
To jest jakiś znak czasu, że już nie tylko Kościół, ale feministka próbuje iść w zupełnie innym kierunku i mówi, że „Rozwiązaniem obecnych problemów byłaby zmiana filozofii życiowej. Praca nie jest całym światem, potrzebujemy mniej rzeczy i więcej czasu na życie i relacje z ludźmi.”

Wyczerpała się ta formuła, gdzie kobieta powinna być tylko i wyłącznie tą, która realizuje własną karierę zawodową.
Zawód matki jest bardzo ważny, bardzo ważny w perspektywie wieczności.

Jill Savage „Mama – najlepszy zawód na świecie” (wyd. Vocatio) – to książka, którą przeczytałam najpierw w języku niemieckim, choć oryginał jest w języku angielskim – autorka jest amerykanką.
Wszystkim zaczęłam przytaczać myśl zawartą w tej książce: wynagrodzenie zawodu matki jest przesunięte o co najmniej 18 lat w czasie, a my chcielibyśmy być wynagradzani dziś. Na początku nagrodą są uściski, rysunki, ale potem zbieramy żniwo.

P.W.: Mamy już dzieci dorosłe.
Dla nas było oczywiste od samego początku, że Mariola zostanie z dziećmi w domu, póki będą małe, że chcemy być z naszymi dziećmi, że możemy obniżyć standard życia, żyć z jednej pensji, ale że będzie to czas, który zainwestujemy w nasze dzieci.
Teraz jest czas, kiedy zbieramy nagrodę.

Na wszystkie czynności domowe matka może patrzeć tak: co dziś zrobiłam – przygotowałam pięć posiłków, zmieniłam sześc pieluszek, wstawiłam trzy prania, itd. Albo: to, co zrobiłam dzisiaj dla mojego dwulatka zaowocuje za 20 lat, zadecyduje o tym, kim będzie moje dziecko, jakim będzie człowiekiem, jaka będzie jego relacja z Bogiem.

Bycie matką, to nie znaczy, że to czas, w którym trzeba się przemęczyć, przetrwać, przeżyć i żeby te dzieci już poszły sobie z domu. Bycie matką, to rzecz trudniejsza, niż bycie księgową, niż bycie w jakimkolwiek innym zawodzie, to jest kształtowanie nowego człowieka – to właśnie oznacza zawód – matka. To coś, co można świadomie zaplanować, uczyć się jak to zrobić i wykonać to i mieć w tym sukces. Jest to pewna analogia do ścieżki zawodowej, tyle tylko, że praca zawodowa będzie się wiązała z awansem, z pensją, natomiast tutaj przy kształtowaniu drugiego człowieka wynagrodzenie jest za kilkanaście lat, ale ono jest. Ważne jest tu też wsparcie męża.

M.W.: Kilka haseł, które ukułyśmy wspólnie z mamami:
  • Stabilne osobowości kształtują się w domu.
  • Mamo, zostań ze mną w domu, to najlepsze dla mojego rozwoju.
To jest trochę pod prąd tego, co się w Polsce ostatnio lansuje.
Jest pęd do tego, by dawać dziecku wiedzę, kształcić różne umiejętności. Dziecko, na którym za wcześnie wymuszamy te rzeczy, nie jest w stanie tego udźwignąć – powoduje to, że gnie się, osobowość pęka, jak jabłonka, która musi dźwigać jabłka wielkie jak arbuzy.
Psychiatrzy biją na alarm. Dane:
30% dzieci poniżej wieku studenckiego ma myśli samobójcze
50% nie widzi sensu życia.
Psychoterapeutka niemiecka Christa Meves twierdzi, że to na skutek wczesnego oderwania dziecka od matki powstaje osobowość depresyjno-roszczeniowa.
James Dobson twierdzi, że dopiero w wieku lat dziesięciu dziecko jest na tyle dojrzałe, by oprzeć się presji grupy, ma kręgosłup moralny.

Wiemy, o czym mówimy, widzimy to jasno w różnych publikacjach, wynikach badań, ale przede wszystkim dlatego możemy się na ten temat wypowiadać, że nie tylko się nam udało, choć oczywiście nic nie ma bez łaski Bożej, że nasze dzieci są naszą wizytówką i możemy powiedzieć: zainwestowanie w dzieci, kiedy były małe, poświęcanie im dużej ilości czasu i jednocześnie stosowanie biblijnych metod wychowania w dyscyplinie i miłości, w równowadze, zaowocowało stabilnymi osobowościami.
Chcemy wszyscy, by nasze dzieci wyrosły na ludzi godnych zaufania, a dokładnie takich ludzi brakuje w Polsce. Możemy wychować dobrych polityków, prawych, dla których obrzydliwością będzie wszelka nieprawość. Możemy wychować dobrych liderów, przywódców w każdej dziedzinie, tylko my, rodzice musimy zainwestować i my matki nie powinnyśmy żałować czasu na „siedzenie” w domu z dziećmi.
Daliśmy sobie wmówić, że my nie jesteśmy kompetentni. Rodzice z miłości, a nie dlatego, że mają do tego przygotowanie, zajmują się dziećmi. To ma być relacja osoby z osobą, która przebywając z nami widzi wszystkie nasze zachowania, a nie tylko napełnianie wiedzą.
Nieraz nas nie było stać na różne rzeczy, ale decyzja była świadoma, ja nie idę do pracy poza domem, aby nasze dzieci były naprawdę zadbane, były naprawdę dopilnowane, to nie znaczy, że nie realizowałam innych swoich marzeń, ale moją pasją było przede wszystkim wychowanie dzieci. Dzieci czasem czegoś chciały, ale zapytane, czy mama ma iść do pracy poza domem, mówiły: „nie, nie, nie, to ja już wolę nie mieć, ale mamo bądź z nami”.
Teraz mamy dzieci, które stoją z nami w jednym szeregu mając po dwadzieścia parę lat, nie wstydzą się rodziców, wspierają nas.
Ludzie mówią, że nam się takie dzieci trafiły, nie, to nie jest tak, że nam się takie dzieci trafiły.

P.W.: To jest łaska, ale i wkład pracy i kwestia decyzji życiowych, pytania, co jest najważniejsze.

Fragment relacji pewnej matki:
„Pracowałam w dziale depozytów w ogromnym banku, właśnie miałam przed sobą wielki awans. I wtedy urodził się mój syn. I nagle wszystkie te depozyty razem z wydatnie powiększoną pensją straciły na atrakcyjności, stały się po prostu nudne w porównaniu z obserwowaniem rozwoju mojego dziecka.
Planowałam najpierw, że jak tylko mały skończy sześć tygodni wrócę do pracy. Ale do tego czasu zdążył mnie tak zafascynować, że za żadne pieniądze nie zostawiłabym go pod czyjąś opieką tylko po to, by robić karierę.
Rozmawialiśmy o tym z mężem świadomi, że nie będzie to najłatwiejsze pod względem finansowym, ale nigdy nie żałowaliśmy tej decyzji. Ustępstwa finansowe z naszej strony po prostu nie dają się porównać z tym, co zyskaliśmy jako rodzina.
Czy nie żal mi pracy zawodowej, kontaktu z innymi, posmaku zwycięstwa i sukcesu, który towarzyszy awansowi w pracy? Owszem, czasem ogarnia mnie takie uczucie. Ale ledwo mój syn obejmie mnie tymi pulchnymi łapkami uświadamiam sobie, że mój wybór był słuszny. Za to prawdziwy problem, to ludzie, którzy nie potrafią zrozumieć mojej decyzji. Przekonują mnie ile to tracę, że marnuję wykształcenie i doświadczenie. Jakoś nie potrafią pojąć, że wychowanie mojego syna to praca o wiele trudniejsza i o wiele bardziej satysfakcjonująca niż każda inna.”

M.W.: Nie da się osiągnąć ważnych celów przez wykonanie czegoś pobieżnie, cedując czegoś na podwykonawców.
Ważnych rzeczy dopilnowuje się osobiście.
Żeby dzieci były stabilne, godne zaufania, potrafiące skupić uwagę, wierzące, to trzeba włożyć w to pracę.
P.W.: Kiedy ludzie z perspektywy lat patrzą na swoje życie, gdy relacje z dziećmi są złe, nieraz żałują, widząc jaki koszt ponieśli nie rezygnując z kariery zawodowej, gdyby wiedzieli jaki koszt poniosą, to nie postąpiliby tak samo. Wołamy do tych, którzy mają jeszcze wszystko przed sobą: pamiętajcie o tych doświadczeniach i inwestujcie wasz czas w wasze maluchy tak bardzo, jak to tylko jest możliwe.

M.W.: Ważne jest, żeby jak najdłużej, przez pierwsze lata zostać z dzieckiem w domu.
Nawet najlepszy nauczyciel nie jest rodzicem, nie potrafi być prawdziwym lustrem miłości dla dziecka.

P.W.: Jak realizować bycie matką - narzędziem są Kluby Twórczych Matek, warsztaty.
Typowe obszary tematyczne:
- Co to znaczy bezwarunkowa miłość do dziecka, czyli - kocham cię dlatego, że jesteś moim dzieckiem, a nie dlatego że jesteś grzeczny, że spełniasz moje oczekiwania, że nasza miłość do dziecka nie może zależeć od jego zachowania. Natomiast ze względu na tę miłość potrzebujemy interweniować.
- To rodzic ma obowiązek wychować dziecko, nie może powiedzieć, że moje dziecko nie da się wychować, ja mam je ukształtować, ponieważ ono samo nie jest w stanie się wychować.
- Obszary wiedzy psychologicznej, typu: zrozumienie potrzeb, które ma dziecko, poczucie wartości, poczucie przynależności, poczucie możliwości i jak te rzeczy budować.
- Konsekwencje, jakie mogą ponosić dzieci, mogą to być konsekwencje naturalne, logiczne i też indywidualne - co dla jednego jest karą małą, dla drugiego może być bardzo bolesną.
- Podaruj swojemu dziecku kochających się rodziców - czymś co jest bardzo ważne i potrzebne to to, by ono widziało, że rodzice się kochają, że jest między nimi stabilna relacja, jeśli rodzice się kochają, to będzie w stanie czuć, że ono jest kochane przez rodziców.

M.W.: Kluby Twórczych Matek mogą tworzyć się wszędzie i na podstawie materiałów można prowadzić zajęcia.
Benedykt XVI - list "O pilnej potrzebie wychowania". Wszystkie trudności w wychowaniu dzieci nie są nieprzezwyciężalne.
Dzieci nie są inne niż kiedyś, nie są gorsze, tylko dziś się od nich nie wymaga.
Dzieci są dziś bożkiem dla rodziców.

Przy dobrym dopilnowaniu dzieci powinny stać się posłusznymi, ale i twórczymi jednocześnie.
Jeśli poświęcamy czas dzieciom, modlimy się za nie, to zasadniczo nie powinno się nic złego wydarzyć.
Skutkują metody + modlitwa + wsparcie innych mam.

P.W.: No i oczywiście miłość jest tym pierwotnym środowiskiem, najważniejszym przesłaniem "kocham cię tylko za to, że jesteś moim dzieckiem. Kocham cię tak samo mocno, gdy jesteś grzeczny i gdy jesteś niegrzeczny. Cieszę się, gdy masz dobre stopnie, martwię się, kiedy masz złe stopnie, ale kocham cię tak samo, bez względu na to, jakie masz stopnie i z każdą sprawą możesz do mnie przyjść, bez względu na to, co w życiu będzie".

Nie da się dobrze wychować dziecka za pomocą najlepszej niani i najlepszego przedszkola.

Obecnie jest duża presja na posyłanie dzieci do przedszkola.
Podano niedawno informację w telewizji, że Polska w Unii Europejskiej jest na ostatnim czy przedostatnim miejscu, jeśli chodzi o procent dzieci chodzących do przedszkola. My osobiście słysząc to ucieszyliśmy się, bo to jest dobrze.
Ostatnio usłyszeliśmy doniesienie, że Ministerstwo Edukacji Narodowej podpisało umowę z telewizją na popularyzację przedszkoli w serialach czyli, że MEN płaci za to, aby scenarzyści w serialach wprowadzali teksty, które będą promować przedszkole, że jak to warto i trzeba.
Powinno być zaznaczone, jak w normalnych reklamach, że to taka firma reklamuje to i to - wszyscy wiedzą, że ten czas antenowy wykupiono za pieniądze. Są artykuły w gazetach, które są podpisane - artykuł sponsorowany. Czy w takiej sytuacji również nie powinno być przy takim odcinku serialu napisane, że odcinek sponsorowany przez Ministerstwo, bo widz oczekuje, że scenarzysta pisze z własnej twórczości, ze robi to fair. A jeżeli okazuje się, że pewne elementy wprowadza, bo zostało to zamówione i wykupione, to widz powinien o tym wiedzieć.

Niektórzy uważają, że muszą iść do pracy, że jest to konieczność życiowa - dzieci są posyłane do przedszkola - w rzeczywistości nie wystarcza im na taki standard życia, jaki sobie życzą.
Trzeba tu zauważyć pewne priorytety - możemy żyć bardzo skromnie, ale inwestujemy wtedy w dziecko.
Wielu rodziców, gdyby zdawało sobie sprawę z tego jak negatywny wpływ będzie miało na dziecko takie oderwanie od domu rodzinnego, to by się na to nie zdecydowało.

Są pewne nieporozumienia, rodzice sądzą, że dziecko musi się socjalizować w grupie.
Zdrowe budowanie relacji jest bardziej możliwe w warunkach domowych, kiedy zaprasza się gości albo chodzi się w gości, czy są relacje na podwórku. Wpuszczenie w dużą grupę nie jest żadną socjalizacją, jest to dawanie ciężaru dziecku, którego nie jest ono w stanie znieść.
Rodzice uważają, że dziecko nauczy się przez pójście do przedszkola czegoś, czego nie nauczy się w domu. To zaczyna być najczęściej początek "wyścigu szczurów", dziecko na tym etapie nie potrzebuje osiągnięć, potrzebuje budować stabilną osobowość, więc ono nie nauczy się żyć w grupie idąc do przedszkola, tylko będzie jakoś starało się przeżyć, po prostu rozwój osobowości będzie zniekształcony.
Przedszkole może być rozwiązaniem dla samotnego rodzica, czy dla dziecka z rodziny, w której patologia jest daleko posunięta, dla którego przedszkole będzie wytchnieniem.
Natomiast w normalnej rodzinie nie ma najmniejszej potrzeby, a są wszelkie przeciwwskazania, żeby dawać dziecko do przedszkola.

M.W.: Z raportu Amerykańskiego Instytutu Zdrowia Dziecka i Rozwoju Człowieka.
Zaskakujące wnioski - badania wykazały, że występuje ścisły związek między ilością czasu spędzanego w placówkach a między jego zachowaniem, np.:
Dzieci, które nie były w domu tylko w przedszkolu były częściej nieposłuszne i agresywne, były takie nieprawidłowości w zachowaniu jak kłótliwość, skłonność do bicia, szczególnie słabszych i młodszych, skłonność do kłamstwa, wrzaskliwość, samochwalstwo. Ogólnie oceniono, że dzieci chowane w przedszkolu w przeciwieństwie do dzieci chowanych w domu sprawiają trzy razy więcej kłopotów wychowawczych.

Słuchacz: Nie można uważać matki za zawód.
P.W.: Chodzi tu o to, aby uświadomić społeczeństwu, że ta kobieta, która została w domu nie jest kimś, kto nie pracuje, kto nie ma zawodu, kto jest gorszy, nie jest formą bezrobotnej, tylko jest kimś, kto wykonuje pracę dla społeczeństwa.

Słuchaczka: Jestem mamą, która zrezygnowała z kariery zawodowej na rzecz wychowania własnych dzieci.
Macierzyństwo jest bardzo rozwojowe, ja odkrywam w sobie talenty, o które siebie nie podejrzewałam.
Nasza córeczka poszła teraz do szkoły i jest bardzo chwalona, dobrze sobie radzi, choć nie chodziła do przedszkola. Chyba jesteśmy mniejszością, te mamy, które rezygnują z kariery zawodowej.
M.W.: Media ukrywają, że w rzeczywistości jest tak, że tylko 41% matek z dziećmi poniżej 18 roku życia pracuje na pełny etat, a 32% pracuje w zmniejszonej liczbie godzin, 27% nie pracuje zawodowo - to są chyba dane o Europie.


P.W.: Posyłając dziecko do przedszkola musisz się liczyć z tym, że będzie ono kształtowane przez innych ludzi, a nie przez ciebie, a jeśli później dziecko jako nastolatek czy jako dorosły będzie miało problemy, to koszt ponosi rodzina, ale będzie to miało wpływ i na społeczeństwo.

Posyłając dziecko do przedszkola: zabierasz mu ostatnie lata beztroskiego dzieciństwa, możliwość spania tak długo, jak chce, teraz ma ostatni czas żeby być w domu i beztrosko bawić się, zabierasz mu czas, jaki mogłoby spędzić w domu, po prostu być razem z tobą, narażasz się na częstsze choroby, zwiększasz koszty prowadzenia domu, masz mniejsze możliwości dobrego gospodarowania, szukania przecen, wyprzedaży, robienia przetworów, tańszych zakupów, a jednocześnie płacisz za przedszkole.
Matka pracując zawodowo pracuje na dwóch etatach i to jest brzemię ponad siły, pracuje na zewnątrz i w domu - tak naprawdę - nie warto.

Słuchaczka: Córka posyła dziecko do przedszkola, choć jest w domu z młodszym dzieckiem, czy to jest dobre? Czy jako babcia mam prawo zwrócić uwagę dzieciom, co do postępowania z wnukami, np. co do modlitwy? Co Państwo myślą na temat serialu "Niania"?

P.W.: Generalnie jest tak, że rodzice mają Boży autorytet nad swoim dzieckiem, więc babcia może mieć głos doradczy, ale to rodzice decydują, to jest odpowiedzialność rodziców.
M.W.: Tworzymy właśnie książkę, której tytuł roboczy brzmi: "Jak sprawić, żeby nasze dzieci były wierzące".
P.W.: Ogólnie - psychologia świecka na przestrzeni lat stworzyła wiele kierunków wychowywania dzieci, często całkowicie ze sobą sprzecznych, od skrajnie autorytarnych do skrajnie poddających się dzieciom.
Boży model jest taki: fundamentem ma być bezwarunkowa miłość do dziecka, z drugiej strony egzekwowanie dyscypliny, czyli rodzice rządzą w domu i rodzice decydują, czyli wola dziecka, jeśli przeciwstawia się woli rodziców, musi być złamana. Jest bardzo ważne, że my mamy jako rodzice złamać wolę dziecka, ale nie mamy łamać jego ducha. I pod tym kątem mamy oceniać wszelkie metody, które proponuje dany serial. Chyba teraz jest etap, że coraz bardziej odchodzi się od fascynacji wychowaniem antyautorytatywnym, powiedzeniem, że dziecko samo się wychowa, że rodzice tylko przeszkadzają, zauważono, że to prowadzi do katastrofalnych skutków i psychologia coraz częściej zaczyna o tym mówić, że stawia się wymagania.

M.W.: Widziałam niewiele tych odcinków - część rzeczy zgadzała się z tymi biblijnymi modelami, które proponujemy w Klubach Twórczych Matek (zachęcamy do ich tworzenia przy każdej parafii).
Na pewno z częścią rzeczy z tego serialu zgadzaliśmy się, ale osobą, która to realizuje ma być rodzic, a nie niania, ale przede wszystkim nie ma być to na tyle podchwytliwe, żeby spowodować coś w dziecku, ale miłością i robieniem z dzieckiem rzeczy fajnych i jednością małżeństwa możemy spowodować, żeby dziecko chciało przyjmować nasz autorytet i nawet naszą stanowczość (surowość).
Prowadzący: a nie manipulować dzieckiem.

Słuchaczka: Jak się ma wykształcenie kobiet do chęci pozostania w domu z dzieckiem? Kobiety nie powinny zajmować miejsc w pewnych zawodach, np. w medycynie, skoro później muszą zajmować się dziećmi, tracą umiejętności.
M.W.: Myślę, że za nikogo nie możemy wyrokować, choć są to pewne dylematy.
P.W.: Należałoby postulować, żeby pewne zasady funkcjonujące w zawodach, np. tych lekarskich nie uniemożliwiały wychowania własnych dzieci.
M.W.: Jeśli część mam zostanie w domu to zmniejszymy bezrobocie wśród mężczyzn.
P.W.: Większość kobiet, które są w tych Klubach Twórczych Matek mają wykształcenie wyższe. Mają też świadomość, że po odchowaniu dzieci, będą jeszcze miały czas na pracę zawodową.
Gary Becker, laureat ekonomicznej Nagrody Nobla, dowiódł, że rodzina i praca w niej wykonywana przynoszą 30% dochodu narodowego i że w rodzinie kształtują się tak pożądane w gospodarce rynkowej cechy jak rzetelność, uczciwość, solidarność, zdolność do współpracy, poświęcenie, pracowitość czy zamiłowanie do porządku.

Kontakt z nami:
Fundacja Misja Służby rodzinie, www.msr.org.pl

Można też pisać listy:
Fundacja Misja Służby Rodzinie
skr. poczt. 27
02-788 Warszawa 126

lub e-mail: kontakt@msr.org.pl

Zachęcamy, żeby nas czytać w magazynie "Familia", pod koniec numeru mamy rubrykę "Pół żartem, pół serio", czasem "Mniej żartem, bardziej serio".
Zachęcamy tych, którzy maja jakiś problem, ale też tych, którzy chcą założyć Kluby Twórczych Matek ( na podstawie książek: wyd. Vocatio: Betty Chase, Mądra miłość; Jill Savage, Mama, najlepszy zawód na świecie). Pomożemy uruchomić to wysyłając zespół.
[Kontakt np. Joanna i Mariusz Dzieciątko 22-446-17-97]

Słuchaczka: Klub Twórczych Matek i warsztaty, w których uczestniczyłam bardzo dużo mi dały w wielu sprawach: kontakt z innymi mamami, wspólna modlitwa, poznałam zasady wychowania w dyscyplinie, "wymienianie" się dziećmi między mamami, co ostatecznie przekonało mnie, że moje dziecko nie potrzebuje przedszkola, umocnienie relacji małżeńskiej.

Słuchacz(mąż): Najważniejsze dla nas jest to, żeby podprowadzić nasze dzieci do Nieba.
Wymiar wiary - czasem bywa trudno finansowo, ale nigdy Bóg nie zostawił nas samych, dał możliwość dorobienia.
Jak można pogardzać zawodem matki, mówi się"kura domowa", skoro, ten zawód kryje w sobie tak wiele umiejętności: jest to i nauczyciel i pedagog, i psycholog, i kucharka, sprzątaczka, menadżer zarządzający finansami rodziny, doradca, rozjemca, itd.
Uważam, że mamy normalne, fantastyczne dzieci.
Słuchaczka(żona): Te dzieci lubią być z nami, lubią być w domu, bo my mamy dla nich czas.
Jest często presja, aby nie "siedzieć w domu". Ja mówię, że siedzę w domu, ale twórczo siedzę. Mam na myśli nie tylko wymyślanie różnych zabaw dzieciom, ale codzienną pracę, którą dzieci obserwują i w którą się włączają. Ja nie muszę siedzieć z dziećmi w domu, ja chcę być z nimi. Dzieci nie chodziły do przedszkola i nigdy nie widziałyśmy braków z tego powodu, wręcz przeciwnie - słyszeliśmy wiele pochwał pod ich adresem.
P.W.: Ważna jest jedność rodziców i poparcie męża, ważne jest, aby mężowie rozumieli, jak cenne jest to, że żona jest w domu z dziećmi.
M.W.: Żeby chwalili, wspierali żonę.
P.W.: Bycie mamą ma głęboki sens i wartość, to jest budowanie społeczeństwa, [zarówno wy, jak i każda taka rodzina kształci jednostki wybitne, bo stabilne przede wszystkim]. Ta ostateczna nagroda jest przesunięta o 20 lat, choć oczywiście już teraz widać owoce w dzieciach.
Jeżeli już nie możecie zostać w domu, to najmniej szkodliwe byłoby pozostawienie dziecka w domu, gdy ktoś przychodzi do niego, gorsze od pozostawienia dziecka w domu byłoby umieszczenie go w zaprzyjaźnionej rodzinie - czy u dziadków, czy u mamy, która pozostaje ze swoimi dziećmi w domu, najbardziej szkodliwe będzie oddanie dziecka do przedszkola.

Twoje dziecko woła: mamo, zostań ze mną w domu, to najlepsze dla mojego rozwoju!

Audycję można znaleźć na stronie: 
http://www.radiomaryja.pl/multimedia/mama-najlepszy-zawod-na-swiecie/